9/21/2012

Nowy Blog


Opinia publiczna, a może przyjaźń? Co dla ciebie byłoby ważniejsze? Lola Martinez przyzwyczajona jest do tego, że na każdym kroku wszyscy ją rozpoznają, lubią i szanują. Jenny Malik mimo, że należy do szkolnej elity nie przepada za szumem wokół siebie. Czy dwie różniące się od siebie dziewczyny będą w stanie się zaprzyjaźnić? A może status społeczny będzie na pierwszym miejscu? 

9/17/2012

36 rozdział (ostatni)

Z perspektywy Franky w tle
*Dwanaście lat później*
-Z tej strony Portia Williams, w czym mogę służyć?- powiedziała moja mama, która wreszcie odebrała swój telefon.
-Cześć mamo, tutaj Franky. Mam prośbę. Czy mogłabyś dzisiejszego popołudnia zaopiekować się Tate’m, Freddy’m i Jenny?- zapytałam przyglądając się trójce dzieci.
-Jedziecie do nich?- spytała, gdy ja odwróciłam wzrok od bliźniaków oraz dziewczynki i spojrzałam na Harry’ego, który przyglądał się obrazom znajdującym się w galerii sztuki. Mojej galerii sztuki.
-Jak co roku- odpowiedziałam.
-Oczywiście, zaopiekuję się dzieciakami. Są takie kochane- dodała, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Za trzydzieści minut powinniśmy być na miejscu.
-Dobrze. A i wszystkiego najlepszego kochanie- rzekła moja mama, a ja rozłączyłam się.
-Dzieci wstajemy. Jedziecie do babci Portii i dziadka Petera.
Na moje słowa dzieci zareagowały okrzykiem radości co spowodowało, że wraz z Harry’m zaczęłam się śmiać. Mój mąż podszedł do mnie i obdarował mnie pocałunkiem w usta.
-Wszystkiego najlepszego kochanie- powiedział, gdy jeszcze staliśmy w uścisku.- Wieczorem pójdziemy na romantyczną kolację.
-Nie mam ochoty na świętowanie- odpowiedziałam spoglądając w jego śliczne zielone oczy, które przepełnione były troską oraz miłością.
-Nawet ze mną nie dyskutuj- powiedział łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w stronę wyjścia. Przy drzwiach stały już ubrane dziewięcioletnie dzieci, które zawzięcie dyskutowały o jakieś szkolnej zabawie.
-Szybko, do samochodu- pogonił je Harry, który otworzył im drzwi. Jak oparzeni wybiegli z galerii. Brązowowłosy mężczyzna zaczął się śmiać. Zamknęłam na klucz moją galerię i wsiadłam do samochodu. Prowadził Styles, a ja towarzyszyłam mu na miejscu dla pasażera. Przed odjazdem spojrzałam jeszcze na dzieciaki. Tate, który siedział za mną nie miał zapiętych pasów. Oczywiście zwróciłam mu uwagę na co on zareagował słowami:
-Mamo nie jestem Tate, tylko Freddy. Nawet własnych dzieci nie rozróżniasz- dodał, na co jego brat bliźniak i Jenny zareagowali śmiechem.
-No to Freddy zapnij proszę pasy- powiedziałam. Chłopiec oczywiście posłuchał mnie i zrobił to o co go prosiłam. Harry odpalił samochód i wtedy Freddy rzekł:
-Żartowałem mamo, jestem Tate.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Przewróciłam też oczami, gdyż chłopcy często bawili się w zamianę. Jeden udawał drugiego, a drugi udawał pierwszego. Na szczęście nie mieliśmy problemu z rozróżnieniem ich. Zawsze wiedzieliśmy, który jest którym. Może wyglądają identycznie, ale charaktery mają zupełnie inne. Tate odziedziczył mój sposób życia. Jest milczący, ale stanowczy. On po prostu jest moim odzwierciedleniem z czasów młodości. Freddy charakter odziedziczył po swoim tacie. Często się wygłupia. To w zupełności wystarczy by opisać jego styl życia. A dziewięcioletnia, brązowowłosa dziewczynka z niebieskimi oczami jest wiecznie uśmiechnięta. Żyje w swoim własnym świecie i chyba nie rozumie co się w jej życiu wydarzyło. Chociaż może wie, ale nie chce okazywać smutku.
-Ciociu, masz Pana Królika?- zapytała nagle Jenny. Pan Królik to jej pluszak, który cztery lata temu był jednym z prezentów dla niej od Alice i Nialla.
-Oczywiście- odpowiedziałam wyjmując z torebki średniej wielkości pluszaka. Podałam go małej i chudej dziewczynce, która od razu go przytuliła.
-Taka duża, a jeszcze ma misia- powiedział Freddy naśmiewając się z Jenny. Od razu karcąco spojrzałam na niego. Nie powinien mówić takich słów.
-Ja przynajmniej nie śpię z zapaloną lampką- odpowiedziała mu dziewczynka, na co ja z Harry’m zareagowałam śmiechem. Tate też nie mógł się uspokoić. Jedynie Freddy’emu nie podobały się słowa Jennifer. Gdy dojechaliśmy na miejsce tylko ja wraz z dzieciakami opuściłam samochód. Dzieci od razu podbiegły pod drzwi i zaczęły w nie pukać. Kiedy podeszłam już do nich, w tym samym momencie w progu pojawiła się moja mama. Uściskała Jennifer, Tate’a i Freddy’ego i wpuściła mnie na chwilę do środka. Od mojego dzieciństwa niewiele się tutaj zmieniło. Meble i farba jest ciągle ta sama. Jedynie wykładzina w salonie jest inny. Przystanęłyśmy na progu i mając oko na dzieci zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać.
-I jak Cece się trzyma?- zapytałam. Moja najmłodsza siostra około cztery lata temu popadła w depresję oraz zaczęła się ciąć. Powód był oczywiście jasny. Śmierć Alice i Nialla, która dotknęła nas wszystkich. Każdemu z nas było ciężko. Mamie, tacie, rodzinie Nialla, chłopakom, ich córce, Blance i mi. Jednak Cece najbardziej ucierpiała na śmierci Alice. Ta sytuacja ją przerosła. Mimo, że minęły już prawie cztery lata ona nadal nie mogła się pozbierać. Kilka miesięcy temu chciała popełnić samobójstwo. Na szczęście nie udało się jej to. Od nieudanej próby samobójczej znajduje się w szpitalu psychiatrycznym.
-Podobno lepiej, ale nadal nie możemy utrzymywać z nią większych kontaktów- odpowiedziała mama, która masowała palcami swoje skronie. Ciężko jej było znieść tą całą sytuację. Nie dziwiłam się jej, gdyż mi samej często zdarzało się płakać.
-Jest do nich taka podobna- dodała moja mama, gdy przyglądała się Jenny. Córce Nialla i Alice.
-A jednak każdy myśli, że to moje i Harry’ego dziecko- dopowiedziałam patrząc jak moi synowie bawią się ze swoją kuzynką. Na szczęście traktują ją jak swoją siostrę.
-Geny rodziny Williams coś jednak robią. Wszystkie zawsze byłyście do siebie podobne- powiedziała moja mama delikatnie dotykając mojego policzka.- Wiesz, że teraz mam tylko ciebie- dodała, a ja położyłam swoją dłoń na jej ręce.
-Nigdzie się nie wybieram mamo- rzekłam.- Ale teraz muszę już iść.
-Wszyscy przyjadą?- zapytała, gdy ja podchodziłam już do drzwi wejściowych.
-Chyba tak- odpowiedziałam. Opuściłam dom i szybkim krokiem weszłam do samochodu, w którym czekał na mnie Harry. Nic nie mówiliśmy tylko od razu ruszyliśmy. W milczeniu przyglądałam się płatkom śniegu, które z niesamowitą lekkością opadały na szyby. I pomyśleć, że dwanaście lat temu, trzeciego lutego Alice poznała Nialla. Od tego czasu tak wiele rzeczy się zmieniło. Cztery lata temu, dwudziestego trzeciego grudnia moja siostra i jej mąż wracali samochodem ze świątecznych zakupów. Kiedy stali w korku spowodowanym przez wielką śnieżycę Alice postanowiła zadzwonić do mnie. Rozmawiałyśmy przez chwilę o tym co kupiła swojej córce i chłopakom, którzy powoli kończyli swoją karierę jako One Direction. Opowiadała właśnie o tym, że dla Jenny mają zestaw ślicznych ciuchów, najnowsze lalki oraz pluszaka w kształcie królika. Niestety gdy chciała opowiedzieć mi o tym co kupiła mojemu mężowi rozmowa nagle została przerwana. Przed tym jednak usłyszałam tylko jej krzyk. Niecałą godzinę później dowiedzieliśmy się, że oboje nie żyją. Zostali z dwóch stron przygniecieni przez dwa samochody. Jedyne co przetrwało to pluszowy miś, którego do dnia dzisiejszego ma Jenny.
-Franks, jesteśmy- powiedział Harry, który wyrwał mnie z rozmyślań na temat Alice i jej męża Nialla. Wyszłam z samochodu i od razu ogarnął mnie przeraźliwy chłód, który pojawił się nie tylko z powodu okropnej pogody, ale także z powodu tego, że znajdowaliśmy się na cmentarzu. Jak każdy nie przepadam za tym miejscem. Jest ono nieprzyjemne. Harry objął mnie i oboje ruszyliśmy w stronę dobrze znanego nam miejsca. Idąc milczeliśmy. Nie chcieliśmy przeszkadzać ludziom, którzy odwiedzali zmarłe osoby. Zapewne nic też nie mówiliśmy z powodu smutku, który nagle nas przytłoczył. Stracenie bliskiej ci osoby czy bratniej duszy jest czymś dla nas wszystkim najgorszym. Śmierć Alice była dla mnie czymś nie do zniesienia. Ciągle milczałam i zastanawiałam się nad tym czy mogłam w jakiś sposób zapobiec temu wypadkowi. Można powiedzieć, że jak każdy obwiniałam się o to. Najgorsze w tym wszystkim było to, że zobowiązałam się z Harry’m zaopiekować Jenny, która na każdym kroku przypominała mi moją siostrę. Na samym początku ciężko było mi się przełamać, ale gdy pewnej nocy, zapłakana dziewczynka weszła do mojej sypialni zrozumiałam, że potrzebuje ona miłości. Trzy miesiące po śmierci Alice i Nialla w swoje urodziny poszłam z Harry’m na ich grób. Spotkałam tam wtedy Zayna, Blankę, Liama oraz Louisa z Faith. Uzgodniliśmy, że każdego roku tego samego dnia i o tej samej godzinie będziemy się tutaj pojawiać. To właśnie tego dnia Alice i Niall się poznali. Powinniśmy być wtedy z nimi. Kiedy już prawie dochodziliśmy na miejsce minęliśmy Chucka i Jimmy’ego, którzy najprawdopodobniej także byli nad grobem Alice i Nialla. Jednak nie rozmawialiśmy ze sobą za długo, gdyż Chuck śpieszył się na zlot lekarzy, a Jimmy szedł na spotkanie ze swoją dwunastoletnią pacjentką, która cierpi na zaburzenia psychiczne. Kto by się spodziewał, że dwójka nierozgarniętych dzieciaków tak wiele osiągnie. Gdy znaleźliśmy się już na miejscu wszyscy na nas czekali. Zaczęliśmy się ze sobą po kolei witać przytulając się do każdego i powtarzając „cześć, miło cię widzieć”. Przez jakiś czas w milczeniu przyglądaliśmy się dwóm nagrobkom. Na jednym napisane było „Alice Margarette Williams-Horan ur. 14.06.1996r zm. 23.12.2020r.” Obok znajdowało się jej czarno-białe, uśmiechnięte zdjęcie. Na następnym nagrobku znajdował się napis „Niall James Horan ur. 15.09.1993r zm.23.12.2020r”. To dziwne, że jego rodzice zgodzili się na pochowanie go w Londynie. Ale najwidoczniej nie chcieli ich rozdzielać.
-I pomyśleć, że minęły dopiero cztery lata- powiedział nagle Zayn, który najwidoczniej chciał przerwać niezręczną ciszę, która między nami panowała.
-Czuję się tak, jakby nie było ich już z nami nie wiadomo ile czasu- powiedziała Blanka, która opierała swoją głowę na Liamie. Ten widok zawsze kojarzył mi się z ich pięcioletnim teraz synem Philippem oraz czteroletnią córeczką Lilly. Dzieci Paynów bardzo mocno się kochały. Syn dbał o Lilly i uwielbiał się z nią bawić. Przypominały one poniekąd Blankę i Francaisa w dzieciństwie. Oni też się tak zachowywali, ale im robiły się starsze tym coraz mniej czasu ze sobą spędzały.
-Pamiętam do dzisiaj ich ślub- powiedział Louis, który za rękę trzymał swoją żonę Faith. Oni także dorobili się dwóch ślicznych córeczek. Elisabeth ma siedem lat, a jej młodsza siostra Danielle pięć. Obie oczywiście uczą się baletu.
-No, ubaw był niezły- dodał Zayn, który zaczął się śmiać wraz z chłopakami.
-No nie wiem czy wywiezienie Nialla na drugi koniec Anglii był dobrym pomysłem. Najgorsze było to, że przywieźliście go na trzy minuty przed rozpoczęciem ceremonii. Biedna Alice umierała ze strachu- powiedziała Blanka, na co chłopcy zareagowali jeszcze większym napadem śmiechu.
-Sam sobie zażyczył wieczoru kawalerskiego takiego jak w Kac Vegas- powiedział Harry. Jego słowa sprawiły, że na naszych twarzach pojawił się uśmiech. Ciężko było to powstrzymać.
-No, ale na szczęście bez większych uszkodzeń dojechali na ślub- powiedziała Faith, na co oburzony Liam zareagował.
-Bez większych uszkodzeń?! Przez Zayna przez prawie tydzień chodziłem z podbitym okiem. Czasem mógłbyś opanować te swoje ręce- zwróciła się do Malika który co chwilę się śmiał.
-Wiesz, że gdy jestem pijany to mi odbija. Zdarzyło się i tyle. Powinieneś się cieszyć, że nie zrobiłem ci czegoś gorszego- odpowiedział Malik na co Liam powiedział:
-No tak, wtedy nic gorszego mi nie zrobiłeś, ale to przed ślubem Harry’ego złamałeś mi nos.
-O przepraszam to nie moja wina, że jakiś mężczyzna w barze mnie popchnął- zaczął bronić się Zayn. Ja jednak nie słuchałam o czym oni rozmawiają, gdyż zwróciłam się do Blanki i Faith.
-Dobrze, że nas nic takiego przykrego nie spotkało.
-No oprócz tego, że na twój ślub spóźniłyśmy się dwie godziny to wszystko było doskonale- powiedziała Faith, na co zareagowałyśmy śmiechem. Zawsze wiedziałam, że Blanka nie jest zdolnym kierowcą. Przez swoją naiwność i głupotę zgodziłam się by to ona prowadziła samochód. Niestety przez to, że jechała za szybko policja nas złapała. Kłótnia z nimi i przekonywanie do tego by nie wypisywali nam mandatu, sprawiła, że spóźniłyśmy się na mój własny ślub, ale ważne jest to, że się w ogóle odbył.
- A jak tam u waszych dzieci?- zapytał Liam, zwracając się do mnie i Harry’ego.
-Chłopcy jak zwykle rozrabiają, a Jenny jest taka jak Alice- powiedziałam co każdemu wiele uświadomiło.- A Lilly i Philippe jak się mają?- dodałam.
-Jak na razie świetnie. Miejmy nadzieję, że ich dobre relację utrzymają się na dłuższy czas. A jak tam kariera baletowa Elisabeth i Danielle?- zapytała się Blanka Louisa i Faith.
-Dzisiaj wieczorem mają występ w swojej szkole- odpowiedziała nasza baletnica, która uczyła w prestiżowej szkole baletu.
-Chcecie może wpaść?- spytał Louis. Blanka i Liam zgodzili się, tak samo jak Zayn, który powiedział, że zabierze ze sobą swoją żonę Perrie. Ciężko jest mi uwierzyć, że jest on z kimś takim. Niezbyt przepadamy za nią z dziewczynami. Zachowuje się ona jak rozpieszczona gwiazdeczka. Ale widocznie takie miało być życie.
-My niestety nie możemy przyjść. Idziemy uczcić urodziny Franks- powiedział Harry, na co nasi przyjaciele zareagowali uśmiechem.
-No tak dzisiaj masz urodziny. Wszystkiego najlepszego Franky- rzekł Liam. Najprawdopodobniej reszta chciała także złożyć mi życzenia urodzinowe, ale ja im szybko przerwałam.
-Proszę skończcie.
-Niestety, my musimy się już zbierać. Musimy przygotować dziewczynki na występ- powiedział Louis, który zaczął się z nami wszystkimi żegnać. Faith także obdarowała nas wszystkim uściskiem.
-Ja także muszę już iść. Umówiłem się z Perrie u lekarza. Czekamy na wyniki- rzekł Zayn, który ruszył w ślady za Tomlinsonem i Crason. Najprawdopodobniej Perrie jest bezpłodna, gdyż od prawie dwóch lat starają się oni o dziecko. Zostaliśmy już sami. Tylko Harry, Blanka, Liam i ja.
-Mamy dla ciebie prezent- powiedziała moja blond włosa przyjaciółka, która ze swojej torebki wyjęła owinięty w ozdoby papier prezent. Podała mi go, a ja oczywiście podziękowałam. Delikatnie zdjęłam z prostokątnej niespodzianki papier i zastanawiałam się co to może być. Gdy zauważyłam ramkę domyśliłam się, że jest to zdjęcie. Fotografia przedstawiała Alice, Blankę i mnie gdy byłyśmy małymi dziećmi. Moja zmarła siostra miała je powieszone w swojej szkolnej szafce. Na ten widok uśmiechnęłam się.
-Dziękuję- powiedziałam przytulając ją.
-Nie ma za co. Znalazłam to zdjęcie wczoraj wieczorem, gdy przeglądałam karton z rzeczami ze szkoły. Nie wiem co ono robiło u mnie, ale myślę, że powinnaś je mieć. Brakuje mi jej- dodała ze smutkiem w głosie.
-Nie tylko tobie- odpowiedziałam spoglądając w jej niebieskie oczy.
*Z perspektywy Blanki* 
Gdy Franky i Harry odeszli Liam chciał ruszyć w ich ślady. Jednak ja powiedziałam mu, by poszedł sam do samochodu i poczekał tam na mnie. Miałam zamiar kogoś jeszcze odwiedzić. Mój mąż oczywiście się zgodził. On poszedł w jednym kierunku, a ja drugim. Na szczęście nie musiałam iść daleko, gdyż grób moich dziadków znajdował się niedaleko Alice i Nialla. Chciałam spędzić przy ich nagrobkach chwilę, jednak zauważyłam, że na małej ławeczce siedzi brązowowłosy mężczyzna w okularach. Rozpoznałam, że jest to mój brat Francais.
-Cześć siostrzyczko- powiedział chcąc mnie przytulić, jednak ja odsunęłam się od niego.- Byłaś u Alice i Nialla?- zapytał, a ja potwierdzająco kiwnęłam głową. Mój brat w wieku dwudziestu lat postanowił zamieszkać w Paryżu wraz z naszymi rodzicami. Kiedy umarła nasza babcia pojawił się tylko na chwilę. Gdy w tym samym roku zmarł dziadek nawet nie przyjechał mi pomóc zorganizować pogrzeb. Zadzwonił kilka dni później i powiedział, że niestety nie było lotu i musiał załatwić ważne sprawy związane z wydaniem jego książki z wierszami, które moim zdaniem są beznadziejne.
-A ty co tu robisz? Syn marnotrawny postanowił wrócić?- zapytałam ze złością w głosie.
-Przyjechałem do Londynu by rozpowszechnić mój kolejny tomik poezji. Postanowiłem, że na chwilę tutaj przyjdę- odpowiedział, na co ja szybko zareagowałam.
-No tak, przecież musi być jakiś powód byś się tutaj pojawił.
-Wiem, że masz mi za złe, że nie pojawiłem się na pogrzebie i że w ogóle ci nie pomagałem, ale zrozum że nie miałem jak- powiedział chcąc w jakiś sposób wzbudzić we mnie litość. Jednak na mnie to nie działało. Zbyt dobrze znałam mojego brata.
-Te dwa lata były dla mnie najgorsze i ze wszystkim musiałam sobie radzić sama. Najpierw śmierć dziadków, później tragiczna śmierć mojej przyjaciółki i przyjaciela. Mógłbyś nawet napisać głupiego sms’a, w którym byłaby wiadomość czy wszystko dobrze. Ale nie, po co. Lepiej martwić się o jakieś zasrane wierszyki.
Francais najprawdopodobniej chciał coś odpowiedzieć, ale nie zdążył, gdyż nagle nie wiadomo skąd pojawiła się jego żona Natalie, która stała pod dziwnym parasolem. Najprawdopodobniej chroniła się przed śniegiem. Głupia, rozpuszczona suka. Nigdy jej nie lubiłam.
-Francais chyba powinniśmy już wracać- powiedziała do niego poważnym tonem. Nawet się ze mną nie przywitała. Ale nie dziwię się jej. Na ich ślubie „przez przypadek” na jej twarzy znalazł się weselny tort. Ale to nie moja wina, że podłoga była nierówna, a ja się potknęłam.
-Też mi się tak wydaje. Żegnaj- rzekł idąc obok swojej żony. Ona przez chwilę nie osłaniała go parasolem, ale już po chwili oboje chronili się przed śniegiem. Nie zwracając już uwagi na Francaisa i Natalie usiadłam na małej ławeczce i zaczęłam po cichu mówić sama do siebie.
-I pomyśleć, że tyle rzeczy wydarzyło się w moim życiu. Miałam i jeszcze mam najwspanialszych przyjaciół. Poprzez głupie spotkanie w kawiarni spotkałam swojego męża, który był gwiazdą muzyki. Mimo, że opiekowali się mną moi dziadkowie, ja czułam się szczęśliwa. Wiele wszyscy przeszliśmy. Alice cierpiała na anoreksję, ale wyleczyła się z niej dzięki Niallowi. Franky zdobyła się na odwagę i wyznała miłość Harry’emu. A ja? Przestałam przejmować się opinią innych ludzi. Bo trzeba żyć tak jak się chce, a nie tak by wszyscy uważali cię za doskonałą osobę. Trzeba być sobą. I dziękuje wam- powiedziałam kierując teraz słowa do dziadków.- Dziękuje wam za to, że nauczyliście mnie co to znaczy prawdziwa i szczera miłość. Że dzięki wam zrozumiałam, że przyjaźń i wsparcie bliskich jest bardzo ważną rzeczą w życiu. I na pewno jesteście w niebie. Wraz z Alice i Niallem. I wiem, że to słyszycie. Chcę żebyście wiedzieli, że za wami wszystkimi tęsknimy. Chciałabym móc was przytulić i cieszyć się z wami. Ale to jeszcze nie moja pora. Kiedyś się spotkamy. Jak nie w najbliższym czasie to za kilka lat. Kocham was wszystkich bardzo mocno i nigdy, ale to nigdy w życiu o was nie zapomnę.
Po tych słowach otarłam wierzchem dłoni łzy które pojedynczo spłynęły po moich policzkach. Głośno westchnęłam i opuściłam grób moich dziadków po czym skierowałam się w stronę samochodu, w którym czekał mężczyzna moich marzeń.

I oto nadszedł koniec naszego naszego kolejnego już bloga. Jako grupa chciałybyśmy bardzo podziękować za 129 obserwujących, ponad 65000 wejść i jak na razie za 1478 komentarzy. Jesteśmy Wam bardzo wdzięczne. W tym tygodniu powstanie następny blog, w którym niestety nie pojawi się bohaterka odzwierciedlająca postać Blanki. Niestety mi jest bardo ciężko wymyślać trzy różne historie.


 I po raz kolejny muszę żegnać się z moją postacią. Jest to drugi blog, a ja znowu mam łzy w oczach. Nie wiem co mogę wam tu napisać. Że dzięki waszym komentarzom miałam siłę do dalszego pisania? Że dzięki tylu wejściom czułam się dumna? Że dzięki dużej liczbie obserwującym czułam, że mam dla kogo pisać? Nie ma sensu bym to pisała, gdyż to i tak nie wyrazi tego co czuję. Moją bohaterką, po raz kolejny z resztą była dziewczyna, która na coś chorowała. W poprzednim blogu była nią Jullie, a teraz Alice, która cierpiała na anoreksję. Dlaczego akurat ta postać była mi przypisana? Dwa razy przechodziłam przez bulimię. Chciałam w tym opowiadaniu częściej wspominać o tej chorobie, co Al przechodziła, ale niestety nie mogłam, gdyż dużo razy ktoś pisał o tym, że nie znamy się na tym. Problem właśnie jest taki, że poniekąd wiem przez co przechodziła moja bohaterka. Alice tak samo jak ja jest nieśmiała, uczuciowa oraz łatwo mnie zranić.  Dziękuję jeszcze raz za to, że życzyłyście szczęścia mi oraz Niallowi. Wiem, że pewne jesteście złe, że zakończyłyśmy bloga tak a nie inaczej. Po prostu zawsze lubimy szokować ludzi. Kocham was i dziękuję - Alice :)


Ehh, po raz kolejny to robię i znowu nie wiem co napisać... Cóż, skończyłyśmy już drugiego bloga, naszym zdaniem lepszego z czego jestem ogromnie dumna i szczęśliwa. Moją bohaterką była Frankie, ponieważ jesteśmy do siebie bardzo podobne. Jesteśmy wredne, to fakt, uparte i złośliwe również, ale jeżeli kogoś pokochamy to prawdziwie. Dlatego właśnie bałam się reakcji Harry'ego, który był dla mnie wszystkim. Jak się później okazało, w Zaynie również byłam zakochana, jednak to Styles był "tym jedynym". Chciałam jeszcze tylko podziękować za wszystkie miłe i niemiłe (których na szczęście praktycznie nie było) również komentarze, za ilość wejść, za obserwujących, za Wasz czas poświęcany naszym wypocinom, za wszystko co dla nas zrobiłyście, bo pewnie gdyby nie Wy, nie doszłoby do powstania tego jak i następnego bloga. Już niedługo, właściwie w tym tygodniu zaczynamy nowego bloga gdzie również mam swoją bohaterkę. Więc ponownie dziękuję za wszystko i mam nadzieję, że kolejny blog spodoba się Wam jeszcze bardziej niż ten. Pozdrawiam, Franks xx

Nie lubię pożegnań, szczególnie kiedy do czegoś lub kogoś się przywiązuję. Tak jest i teraz. Bardzo przywiązałam się do historii na tym blogu oraz postaci Blanki. Na blogu zajmowałam się tworzeniem nagłówków i ustawianiem grafiki.  Myślę, że razem z Blanką mamy ze sobą dużo wspólnych cech. Pierwszą jest to, jak to cały czas mi wypominają Franks i Alice, że gdy przejdzie ładny chłopak od razu nie mogę oderwać od niego wzroku.. no cóż. Obie w pewnym stopniu zostałyśmy porzucone przez rodziców, w moim wypadku z jednej strony, na szczęście. Nie jestem pewna czy postąpiłabym tak jak B w sytuacji hejtów, ale wiem ,że jestem bardzo wrażliwą osobą, którą mogłoby to bardzo urazić. Wiem, że gdy się kogoś kocha, to powinno się przy nim być mimo wszelkich przeciwności losu. Chciałabym bardzo podziękować wszystkim odwiedzającym naszego bloga oraz za te wszystkie miłe komentarze – Blanca<3

video
oraz ja (Alice) i Franky obiecałyśmy zrobić na zakończenie bloga filmik. niestety przy tworzeniu go nie było z nami Blanki, gdyż ona była jeszcze wtedy na wakacjach. przepraszam od razu za śmiech, który zapewne wywołamy na waszych twarzach, ale nagrywałyśmy to kilkanaście razy i za każdym razem nam nie wychodziło. dopiero ostatnią część dało się jakoś znieść. I przepraszam za to, że mówię jak robot, ale mówiłam tak by niczego nie zapomnieć :) 



9/16/2012

35 rozdział


Z perspektywy Franky w tle
-Franks, wstawaj- powiedział do mnie miłym głosem Harry. Niechętnie otworzyłam oczy i zauważyłam, że wynajęty przez nas samochód już stoi. Najprawdopodobniej znajdowaliśmy się już w Batley. Czyli najwidoczniej musiałam przespać całą ponad trzygodzinną podróż. Leniwie rozciągnęłam się, a następnie rozejrzałam się. Nikogo oprócz mnie i Harry’ego w samochodzie nie było. Faith, która ubrana była w białą koszulę na krótki rękaw, jasnożółte rurki, czarne koturny z odkrytą piętą i czarne Ray-bany stała przy dużej, wypchanej po brzegi torbie. Jak zwykle nasza baletnica wyróżniała się strojem, gdyż nawet na tak długą podróż musiała porządnie się wystroić. Louis pomagał Liamowi wyciągać z dużego bagażnika nasze torby. Miejmy nadzieję, że tym razem nasz wyjazd z przyczyn naturalnych nie zostanie skrócony. Blanka stała przy drzwiach naszego domku i najprawdopodobniej próbowała je otworzyć. Zayn wyjmował wiele skrzynek z alkoholem oraz siatki z zakupami, w której znajdowało się jedzenie na kilka dni. Mój chłopak widząc już moje rozbudzenie nachylił się i obdarował mnie przelotnym pocałunkiem.
-Wstawaj księżniczko. Trzeba zacząć tą imprezę- powiedział Harry. Oboje opuściliśmy samochód i skierowaliśmy się na tyłu auta, gdzie na ziemi położone były nasze walizki. Złapałam za rączkę bagażu, a Styles który miał torbę zarzucił ją sobie na ramię. Następnie objął mnie i pocałował w czoło. Nic jednak na to nie odpowiedziałam tylko przyglądałam się ludziom. Zresztą jak zwykle. Blanka, która już otworzyła drzwi, wniosła do środka domu swoje rzeczy. W tym momencie starała się w jakikolwiek sposób pomóc Zaynowi wnieść do środka alkohol. Louis i Faith stali przy swoich bagażach i w namiętny, ale poniekąd obrzydliwy sposób całowali się. Kto by się spodziewał, że baletnica, która szaleńczo kochała Harry’ego teraz jest z Louisem. Bardziej zadziwiające jest to, że Tomlinsonowi podobała się Crason. No ale takie jest życie, nikt nie mógłby się tego spodziewać.
-Ej gołąbeczki skończcie już! Psujecie ludziom nastrój!- krzyknął Harry złośliwie uśmiechając do Louisa i Faith. Baletnica wystawiła mojemu chłopakowi język, a on zaczął się śmiać.
-Czyli jak wy się całujecie, to wszystko ma być dobrze?- zapytał z lekką drwiną w głosie.
-U nas to wygląda o wiele lepiej- powiedział Styles ściskając w lekki sposób moją twarz i całując mnie w usta. On nie robi tego delikatnie tak jak Chuck, ale także nie całuje z taką siłą jak Zayn czy Francais. Jest na tym pośrednim poziomie. Ale oczywiście to nie jest nic złego. Podoba mi się to.
-Kocham cię- wyszeptał, gdy nasze usta jeszcze się stykały.
-Ja ciebie też- odpowiedziałam i pociągnęłam w stronę wejścia swoją torbę. Harry oczywiście poszedł w moje ślady. Przed przyjazdem tutaj uzgodniliśmy kto śpi w jakim pokoju. Mamy trzy sypialnie, które zajmuje każda para. Zayn niestety śpi sam na kanapie w salonie. Ale mu to nie przeszkadza. Zanieśliśmy z Harry’m nasze bagaże do pokoju, w którym mieliśmy na ten tydzień zamieszkać. Znajduje się ono na poddaszu. Jest jasno oświetlone i posiada skośne okno. Niskie, dwuosobowe łóżko z beżową narzutą znajduje się obok wejścia do malutkiej łazienki. Przy łóżko stoi drewniane krzesło, a na nim leżą jakieś książki i gazety. Nie zostaliśmy z Harry’m w pokoju, tylko od razu zeszliśmy do salonu gdzie siedziała już reszta osób. Gdy Blanka zobaczyła mnie i mojego chłopaka od razu powiedziała:
-Niall dodał na twittera zdjęcie twojej siostry.
-Jakie?- zapytałam siadając obok nie. Pokazała mi ekran swojego telefonu i zobaczyłam na zdjęciu uśmiechniętą Alice, przed którą stała kawa.
-Co napisał?- zapytał Louis, który siedząc na ziemi obejmuje Faith. Widząc ich razem przewróciłam oczami. Dobrze, że ja z Harry’m tak nie robię. To nawet by do mnie nie pasowało.
-„Z najlepszą na świecie dziewczyną”- zacytowała Blanka, która zablokowała swój telefon i ponownie zwróciła się w moim kierunku.- Rozmawiałaś z Alice odkąd jest w Irlandii?
-Raz zadzwoniła do mnie na skypie. Siedziała na ziemi i śmiała się z Nialla i jego brata, gdyż kłócili się o jakiś bałagan czy coś takiego. Nie wiele zrozumiałam, bo co chwilę chichotała. Ogólnie podoba jej się tam i wszystko jest dobrze- powiedziałam omijając jeden, najważniejszy szczególik. Nie będę przecież chwaliła się im, że moja siostra poinformowała mnie o swoim pierwszym razie z Horanem.
-Ciekawe czy przyjadą. Stęskniłem się za tym pociesznym, małym dzieckiem- powiedział Zayn, który siedział na pufie, a w ręce miał butelkę piwa.
-Masz namyśli Nialla czy Alice?- zapytał śmiejąc się na cały głos Louis. Wszyscy także wybuchliśmy śmiechem.
-Za nimi obojga- odpowiedział po jakimś czasie Zayn.- No, także trzeba zabrać się za robienie grilla- dodał i wszyscy w równym tempie rozeszli się do swoich prac. Malik oraz Styles na taras wynosili grill oraz
jedzenie, które chcieli przyrządzić. Louis i Liam rozkładali leżaki, a Blanca i Faith zawzięcie o czymś dyskutowały. Mimo, że baletnica nie jest już z Harry’m i układa swoje życie z Tomlinsonem, to ja i tak nie potrafię się do niej przekonać. Niby nie mam jej już nic za złe, ale czasem gdy zdarzy mi się z nią przeprowadzić krótką i suchą konwersację mam chęć coś walnąć i rozwalić. Wiem, że nie powinnam się tak zachowywać, ale po prostu nie mogę. Jej niewinność i sposób życia w jakiś sposób mnie irytuje. Jednak gdzieś w najciemniejszych zakamarkach mojej głowy wiem, że mogłabym się przełamać i nawet zaprzyjaźnić się z nią. Faith w jakimś tam stopniu jest do mnie podobna. Coś nas łączy oraz coś sprawia, że wkurzamy siebie nawzajem. Może spędzenie całych siedmiu dni razem sprawi, że nasza relacja się polepszy? Poniekąd mam taką nadzieję, gdyż naprawdę ostatnio wszystko zaczyna powoli się układać.
-Powinnaś z nią porozmawiać- powiedział nagle Harry, który nie wiadomo skąd pojawił się u mojego boku. Wyrwana z rozmyślań na temat Faith oderwałam od niej wzrok i spojrzałam na mojego chłopaka. Uśmiechnięty był on od ucha do ucha. Wreszcie od kilku dni on jak i ja, mamy spokój od natrętnych fanów, którzy co chwilę albo życzą nam szczęścia, albo piszą, że jestem zwykłą dziwką, która nie może zdecydować się którego kocham. Zayna czy Harry’ego. Jednak ja nie jestem tak wrażliwa jak Blanka i mam w dupie tych jebanych hejterów, którzy nawet nie znają prawdziwej mnie. Nie wiedzą też także o co w tym wszystkim chodziło. Znane wszystkim przysłowie mówi: „Kozak w necie, pizda w świecie”. Gdyby zobaczyli mnie i Harry’ego gdzieś na mieście zapewne nie mieliby odwagi powiedzieć mi tych wszystkich złych słów. Pewnie zaczęli by krzyczeć z podniecenia na nasz widok i chcieli by autografy, zdjęcia i chuj wie co jeszcze.
-Może tak zrobię- odpowiedziałam po chwili. Zostawiając Harry’ego usiadłam na jednym z leżaków. Obok ze słuchawkami w uszach siedziała Faith. Na oczach miała swoje czarne Ray-bany i zapewne miała też zamknięte oczy. W śmieszny sposób poruszała się do muzyki. Poniekąd słyszałam piosenkę, którą słuchała Crason i po kilku sekundach rozpoznałam, że jest to utwór „Up All Night” One Direction. Westchnęłam oraz przewróciłam oczami w jednym momencie i sięgnęłam do kieszeni bordowych, porwanych szortów z wysokim stanem, z których wyciągnęłam paczkę papierosów. Do tego dobrany miałam czarny, krótki gorset oraz tego samego koloru vansy. Wyjęłam jednego papierosa i podpaliłam go.
Następnie zaciągnęłam się i wypuściłam z buzi dym, robiąc z niego kółeczka. Zawsze lubiłam w ten sposób się bawić. Faith, w której stronę poleciał smog zaczęła kaszleć. Pośpiesznie z uszów zdjęła słuchawki oraz na głowę wsunęła okulary. Gdy mnie zobaczyła sztucznie uśmiechnęła się i tak jak ja to zrobiłam przed chwilą, przewróciła oczami.
-Przeszkadzam?- zapytałam z sarkazmem w głosie złośliwie uśmiechając się do niej. Wypuściłam dym, a ona ponownie zaczęła się dusić. Oh, słaby ma ten organizm nasza baletnica.
-Nie- odpowiedziała kaszląc, a ja po raz kolejny wypuściłam smog. Faith kaszlała jeszcze bardziej co spowodowało u mnie napad śmiechu. Miedziano włosa najprawdopodobniej zdenerwowała się, gdyż usiadła na brzegu leżaka i zaczęła ze złością w głosie do mnie mówić.
-Wiesz co...?
-Nie, nie wiem- odpowiedziałam pośpiesznie przerywając jej, co wywołało u mnie kolejny napad śmiechu.
-Ja pierdolę. Ty naprawdę uważasz się za niewiadomo co. Odkąd przyjechałam do tego pierdolonego Londynu staram się by najwspanialszej i najcudowniejszej księżniczce Franky było dobrze. Ale nie, lepiej w dupie mieć moje starania. Chciałam być dla ciebie miła i chciałam byśmy stały się przyjaciółkami. Nie, nawet nie. Wystarczyłaby mi nawet koleżeńska uprzejmość. Ale ty przez swoją zawiść wszystko niszczysz. Jesteś już z Harry’m i powinnaś się cieszyć. Ale ty nadal masz jakieś swoje humorki. Chciałabym kurwa normalnie z tobą porozmawiać. Tak jak z Blanką czy Alice. Zrozum, że mam tylko was, bo te pierdolone plastikowe panienki z mojej szkoły są niczym- wygarnęła mi zezłoszczona Faith. Na jej słowa uśmiechnęłam się. Sama nie wiem dlaczego. Może chciałam po prostu usłyszeć od niej takie słowa?
-Zapalisz?- zapytałam miłym głosem przybliżając w jej stronę paczkę papierosów.
-Nie palę- odpowiedziała lekko zmieszana.- Ale dziękuję. Tak w ogóle jestem Faith Crason- powiedziała wyciągając swoją dłoń. Najprawdopodobniej zrozumiała moje zagranie. W taki właśnie sposób można mniej więcej z kimś się zapoznać.
-Francesca Williams. Ale przyjaciele mówią do mnie Franky- odpowiedziałam ściskając jej chudą i zgrabną dłoń. Gdy uścisk naszych rąk się zakończył, obie oparłyśmy się o nasze leżaki. Faith nałożyła na oczy okulary, a ja dokańczałam swojego papierosa.
-Czyli Franky, jeśli mogę się oczywiście tak do ciebie zwracać. Co cię tu sprowadza?- zapytała Crason, udając poważny głos.
-Myślę, że dziwki, piwo i wakacje- odpowiedziałam wywołując przy tym na mojej i jej twarzy uśmiech.
-Hmm…- dodała udając zaciekawioną. Na czubek swojego nosa zsunęła okulary i rozejrzała się po całym ogrodzie.- I co, którego byś brała?- zapytała, gdy przyjrzała się wszystkim chłopakom, oraz Blance, która akurat wtargnęła niechcąco w nasz kadr.
-Myślę, że ten w loczkach jest bardzo sexowny. Ten w czarnych włosach też niczego sobie. Ale nie mów nic temu pierwszemu. Myślę, że byłby zły- powiedziałam wskazując palcem na Harry’ego, a następnie na Zayna. Ona zaśmiała się i nachylając się szepnęła:
-Ja bym tam brała tego w paskach, ale ten w loczkach jest nawet, nawet- rzekła i obie wybuchłyśmy po raz kolejny śmiechem. Harry, który znowu pojawił się niewiadomo skąd usiadł przede mną, między moimi nogami.
-To ja was zostawię, gołąbeczki kochane- powiedziała zabierając swój telefon oraz słuchawki. Wypowiadając słowo „gołąbeczki” naśladowała głos Harry’ego.
-Co tutaj się działo? Śmiałyście się tak głośno, że z Zaynem nie mogłem w to uwierzyć. Czyżby królowej śniegu stopniało serce?- zapytał z uśmiechem na ustach mój chłopak. Gasząc papierosa w trawie odpowiedziałam:
-Ha ha ha, bardzo śmieszne- odpowiedziałam uśmiechając się do niego.- Dlaczego sądzicie, że ja nie mam żadnych uczuć? Aż taka zła chyba nie jestem- dodałam, gdy mój uśmiech zaczął znikać z twarzy.
-No muszę stwierdzić, że wciągu pięciu miesięcy twoje lodowate serce z dnia na dzień topniało. Ale wydaje mi się, że już chyba cała złość i wredota z ciebie zniknęła- stwierdził Harry, łapiąc mnie za biodra i przysuwając mnie bliżej siebie. Dzieliło nas może kilka milimetrów. Z zaciekawieniem przyglądaliśmy się sobie.
-Wiem, że bardzo byś chciał, ale niestety zawsze będę tą samą Franky, która jest wredna i opryskliwa dla ludzi. Chociaż myślę, że w niektórych sytuacjach mogłabym się opamiętać. Ale pamiętaj, że jak będzie trzeba to mogę użyć siły- dodałam spoglądając na wargę Harry’ego, na której jeszcze niedawno znajdowała się mała rana po naszej bijatyce.
-Do końca życia już chyba tego nie zapomnę. Ślady twoich paznokci mam jeszcze do dzisiaj- powiedział odsłaniając swoją lewą pierś, na której miał trzy różnej długości blizny. Musiało mocno go to boleć.
-Akurat wtedy zasługiwałeś sobie na to- powiedziałam odrzucając od siebie to przykre wspomnienie. „Jak nie Chuck to Francais. Jak nie Francais to Zayn. Jak nie Zayn to ja. Jak nie ja, to chuj wie kto inny. Zastanów się nad swoim zachowaniem księżniczko, bo możesz stracić w oczach ludzi. A przecież nie chcesz by mieli cię za puszczalską dziwkę.”. Te słowa rozbrzmiewały mi w uszach. Nie po raz pierwszy, gdyż nie raz myślałam nad słowami Harry’ego.
-Przez ciebie zdrapałam sobie niebieski lakier- dodałam, na co Harry wybuch głośnym śmiechem.
-Kto by spodziewał się, że Francesca Elisabeth Williams będzie interesować się lakierem do paznokci. Boże, co się z tym światem dzieje- mówił lub raczej wykrzykiwał to wszystkim osobą znajdującym się tu. Ścisnęłam palcami jego twarz, tworząc przy tym z ust dzióbek.
-Przestań- powiedziałam, zmuszając go do spojrzenia na mnie.
-A bo co mi zrobisz?- zapytał chcąc najprawdopodobniej uśmiechnąć się. Jednak moje palce, które ściskały jego policzki uniemożliwiły mu to.
-To- odpowiedziałam całując go. Puściłam jego policzki i przeniosłam jedna swoją dłoń, na lewą pierś na której znajdowały się blizny od moich paznokci. Drugą w delikatny sposób położyłam na jego gładkiej twarzy. On swoimi rękoma obejmował mnie w tali. Gdy skończyliśmy się całować, dotknęliśmy się czołami. W milczeniu przyglądaliśmy się sobie. Harry widząc, że z zaciekawieniem patrzę na niego uśmiechnął się.
-Twój uśmiech to raj- powiedziałam to o czym myślałam od naszego pierwszego spotkania. Styles słysząc moje słowa uśmiechnął się jeszcze bardziej.- Kocham cię. Nie zostawiaj mnie, tak jak zrobili to inni.
-Nie mam zamiaru cię zostawić księżniczko. Jesteś moim skarbem i zawsze tak będzie. Kocham cię i będę cię kochał do dnia, w którym umrę. A jeżeli nawet po tym znajdę się w niebie lub w pierdolonym piekle to wiedz, że nawet tam będę o tobie pamiętał i nawet wtedy będę cię kochał- powiedział, co spowodowało, że w swojej głowie usłyszałam słodkie „oooo”. Cmoknęłam go ponownie w usta, a następnie przytuliłam. W milczeniu siedzieliśmy wtuleni w siebie. Można bardziej powiedzieć, że leżeliśmy na sobie, gdyż ja opierałam się o leżak, a Harry leżał na mnie. Jednak na szczęście nie należał do osób ciężkich. Nagle usłyszałam, że robi się jakiś chaos. Harry najwidoczniej też to zauważył, gdyż podniósł się. Gdy zobaczył co się dzieje uśmiechnął się.
-Mamy gości- powiedział, a moją pierwszą myślą był Francais,Chuck lub Jimmy. Jednak szybko odwróciłam się i zobaczyłam ubraną w szary sweter przez głowę, różowe szorty oraz szare vansy Alice. Obok niej w szarym podkoszulku, czarnym zapinanym swetrze, dżinsowych rurkach oraz białych krótkich conversach stał Niall. Przy nich stała już grupka naszych wspólnych przyjaciół wszyscy w przelotny sposób witali się z Niallem, którego nie widzieli zaledwie tydzień. Moja młodsza siostra zwróciła na sobie większą uwagę, gdyż każdy mówił jej, jak to za nią tęsknił i czy u niej wszystko w porządku i jak się ma. Ona z szerokim uśmiechem na ustach każdemu opowiadała co robiła w Bletsoe i jak spędzała czas z Niallem. Chcąc się z nią przywitać, poniekąd zrzuciłam z leżaka Harry’ego, który z urażoną miną małego szczeniaczka spojrzał na mnie.
-Przepraszam- rzuciłam przelotnie idąc w stronę blondyna oraz mojej siostry. Gdy cudem dostałam się do niej od razu wpadłyśmy w swoje ramiona. Mimo, że widziałam się z nią tydzień temu to stęskniłam się za nią. Długo stałyśmy w uścisku. Reszta naszych znajomych pytała się o różne i nieważne rzeczy Nialla, który szczęśliwy jak nigdy w życiu opowiadał o tym jak Alice cieszyła się z pobytu w Irlandii.
-Mam nadzieję, że się zabezpieczaliście. Mama nie chciałaby dziecka w domu- wyszeptałam mojej siostrze do ucha, śmiejąc się. Ona także wybuchła śmiechem.
-Ha ha ha- skwitowała śmiechem.- Bardzo śmieszne- dodała.
-Dobrze, że już jesteście- powiedziałam, gdy swój uścisk przeniosłam na Nialla. Czerwono włosa nic nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła się do mnie.
*godzina nocna, w sypialni Harry’ego i Franky*
Ilość wypitego dzisiejszego dnia alkoholu spowodowała, że ja i Harry ledwo trzymaliśmy się na nogach, a nasze myślenie nie było trzeźwe. Jednak to mój chłopak sprawiał wrażenie mocniej upitego. Harry, który paradował w samych spodniach w dziwaczny sposób tańczył do piosenki którą sobie nucił. Leżąc na łóżku nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, gdyż jego ruchy taneczne były beznadziejne.
-Chodź się połóż- powiedziałam, do niego. On tylko przeczącym ruchem głowy zaprzeczył i złapał mnie za rękę przyciągając do siebie. Poruszaliśmy się w powolny sposób w prawo i lewo. Jedną swoją ręką obejmował moje biodro, zaś drugą trzymał moją dłoń. W pewnym momencie z kieszeni jego spodni zaczął dzwonić charakterystyczny dzwonek dla iPhone’ów. Harry jednak chyba nie chciał odebrać, gdyż dalej „tańczyliśmy”.
-Ktoś do ciebie dzwoni- powiedziałam z uśmiechem na ustach. On jednak nic sobie z tego nie zrobił gdyż zakręcił mną tak jak robią to postacie z filmów. Muzyka przestała grać, a gdy znów stykałam się ciałem z Harry’m rzekłam:
-Chciałeś być oryginalny, ale chyba ci nie wyszło.
-Starałem się kochanie-powiedział z urażoną miną puszczając mnie i siadając po turecku na środku pokoju. Założył ręce na pierś i odwrócił się do mnie plecami. Ja tylko westchnęłam z niedowierzaniem i wróciłam z powrotem na łóżko.
-Harry, nie zachowuj się jak dziecko, chodź tu do mnie. Proszę - powiedziałam zwieszając głowę poza materac. Z tej perspektywy mój chłopak wyglądał komicznie. Chociaż może wcale nie, to pewnie tylko zasługa alkoholu. Wybuchłam nieposkromionym śmiechem nie mogąc go nijak powstrzymać. W pewnym momencie zachwiałam się i upadłam na ziemię twarzą do podłogi. Już nie było mi do śmiechu, jednak Harry
zaczął płakać z rozbawienia. Po chwili niezdarnie wstał z podłogi potykając się o swoje nogi podszedł do mnie. Już po chwili wisiałam bezwładnie przewieszona przez ramię mojego chłopaka. Niestety, był zbyt pijany by iść prosto i już po chwili to on się przewrócił. Tym razem na szczęście upadliśmy na łóżko. Ciało Harry'ego mnie przygniatało, ale nie szczególnie mi to przeszkadzało. Czułam od niego woń alkoholu i cudownych perfum, które uwielbiałam. Brązowowłosy spojrzał na mnie smutnym wzrokiem i odwrócił twarz.
 -Oj przepraszam, nie chciałam. Wcale nie jesteś dzieckiem, a tamten pomysł był nawet słodki. Kocham cię. Słyszysz? - szepnęłam odwracając twarz Harry'ego w swoim kierunku. On wyciągnął szyję i delikatnie pocałował mnie w usta.
-To słyszę zawsze - odpowiedział z uśmiechem kładąc swoje dłonie na moich biodrach. Już po chwili leżałam na nim. Czułam bicie jego serca i szybkie ruchy klatki piersiowej. Lewą dłonią gładziłam go po policzku, a prawą trzymałam na jego podbrzuszu. Harry przeniósł swoje ręce na moje plecy podciągając mi koszulkę na wysokość piersi. Po chwili leżeliśmy na sobie nie przestając się całować zupełnie nadzy. Harry odsunął od siebie moją twarz i sapiąc szepnął:
-Czy ty zdajesz sobie sprawę jak cholernie mocno cię kocham? Na zabój kurwa.
Nic nie odpowiedziałam tylko uśmiechając się do niego pogładziłam go po nagim torsie. Już po chwili jęknęłam głośno czując falę gorąca zalewającą moje ciało. Kilkanaście minut później oboje zmęczeni sytuacją sprzed chwili leżeliśmy dysząc.
-Ja ciebie też -odpowiedziałam wtulając się w jego ramię by już po chwili odpłynąć szczęśliwa dzisiejszym dniem.

No to i jest przedostatni już rozdział obiecuję, że ostatni rozdział powinien pojawić się we wtorek lub w środę. I nic nie będzie się przedłużać. Link do nowego bloga damy oczywiście w osobnym poście. Mam nadzieję, że wam się podoba :) Zachęcam do komentowania.


9/14/2012

34 rozdział


Z perspektywy Alice w tle
Widok mojej siostry i byłego chłopaka wprawił mnie w osłupienie. Nie sądziłam, że mogą się tutaj pojawić. Zwłaszcza, że jestem z nimi pokłócona. Siedzieliśmy w salonie cioci Jenny. Brązowowłosa kobieta siedziała na krześle przy stole i udawała, że nie przysłuchuje się naszej rozmowie. Jednak wiedzieliśmy, że prawda jest zupełnie inna. Moja starsza siostra chodziła po głównym pokoju i podziwiała każdy nawet najmniejszy kąt. Ona także niby była zamyślona. Lecz ja wiedziałam, że wcale tak nie jest. Widziałam, że nastawia ucho i podsłuchuje o czym rozmawiam z Niallem. Szkoda, że nie zamieniłam z nim ani jednego zdania.
-Nosisz go- powiedział nagle blondyn. Zdziwiona jego słowami spojrzałam na niego. Irlandczyk widząc moje zmieszanie wskazał ręką na swój wisiorek w kształcie koniczynki, który mi dał. Cały czas ozdabiał on moją szyję. To właśnie ta pamiątka przypominała mi o Niallu, gdy wyjechałam. Przyłożyłam dłoń do medalionu i poczułam przyjemy chłód.
-Nie rozstaje się z nim- powiedziałam spoglądając chyba po raz pierwszy dzisiejszego dnia w oczy Nialla. Widać w nich było radość i poniekąd nadzieję.
-Przynajmniej z nim- odpowiedział odwracając ode mnie wzrok. Horan zapewne w podróży spał, gdyż pod oczami miał sińce, które były ledwo widoczne. Tylko po dłuższym przyjrzeniu się można było je ujrzeć.
-Niall…- zaczęłam chcąc po raz kolejny wytłumaczyć mu dlaczego wyjechałam. Powinien mnie zrozumieć, ale on jednak pośpiesznie mi przerwał.
-Tak wiem. Wyjechałaś tutaj bo chciałaś wyzdrowieć dla mnie. Blablabla, sranie w banie. Wszyscy wiemy, że żałujesz tego wyjazdu. I nawet mnie kurwa nie okłamuj- powiedział, a moja ciocia chrząknęła, gdyż nie toleruje ona przekleństw.- Przepraszam- dodał Niall spoglądając na nią. Chciałam zaprzeczyć, lecz mój były chłopak uśmiechnął się do mnie i miłym oraz łagodnym głosem rzekł.
-Musiałaś przecież tęsknić. Bo ja umierałem z tęsknoty za tobą.
-Tęskniłam- odpowiedziałam szeptem.- Zawsze tęskni się za ludźmi, na których ci zależy- dodałam spoglądając na swoją siostrę. Stała ona teraz przy regale z książkami. Tęskniłam nie tylko za Niallem, ale także za nią. Oczywiście brakowało mi także reszty moich przyjaciół, ale to właśnie za nimi tęskniłam najbardziej.
-Jeśli zależy ci na mnie, to zrobisz to, o co poproszę?- zapytał z nadzieją w swoim cudownym i anielskim głosie. Ciężko jest się czemuś takiemu oprzeć. Nawet jakby się bardzo chciało.
-Ostatnio chciałeś bym coś zjadła. Wyobraź sobie, że chyba nigdy nie zjadłam aż tak dużej porcji- powiedziałam przypominając sobie ilość zjedzonego przeze mnie hamburgera. Na samą myśl o tym czuję, że mój brzuch napełnia się. Od tej właśnie chwili mój głód przestał się nasilać i z każdą sekundą malał.
-Nie o to chciałem prosić. Chociaż dobrze, że coś zjadłaś. Jeśli zależy ci na mnie to wyjedź ze mną.
Po tych słowach z kieszeni swoich dżinsowych spodni wyjął dwa bilety lotnicze. Przyjrzałam się im i zobaczyłam, że są one przeznaczone na lot do Irlandii.
-Chcesz mnie tam zabrać? Nawet nie jesteśmy parą- sprostowałam onieśmielona poniekąd tą sytuacją. Niall rozejrzał się po pokoju chcąc coś powiedzieć. Jednak obecność mojej cioci i siostry sprawiały, że nie mógł on wydusić z siebie ani jednego słowa. Franky, która najprawdopodobniej to zauważyła zwróciła się do Jenny:
-Ciociu, pokażesz mi ogród?- powiedziała.
-Znasz go na pamięć- odpowiedziała ciocia. Błagalnym wzrokiem spojrzałam na nią i dopiero wtedy zrozumiała, że chcę na osobności porozmawiać z Niallem. Bez osób trzecich.
-Tak, tak- rzekła pośpiesznie wstając od stołu. Pociągnęła za ramię Franky i obie opuściły salon zostawiając mnie i mojego byłego chłopaka samego. Przez chwilę przyglądaliśmy się sobie. Moje serce z minuty na minuty biło mocniej. Denerwowałam się, a nawet nie wiedziałam czym. Chciałabym go pocałować. Dopiero teraz, gdy widzę go po tak długiej nieobecności zdaję sobie sprawę, że Niall wiele dla mnie znaczy. Dla niego mogłabym zjeść spore ilości jedzenia. Mogłabym rzucić się za nim w ogień. Dla niego mogłabym rzucić wszystko. Dla niego mogłabym poświęcić własne życie. Jest moim całym światem. Jest iskierką, która rozświetla najciemniejsze zakamarki. Zauważyłam, że Niall przygląda mi się. Chcąc w jakiś sposób rozluźnić otaczającą nas atmosferę uśmiechnęłam się. W tym samym momencie blondyn zaczął mówić.
-Tu nie chodzi o to czy jesteśmy razem czy nie. Nawet jeśli nie chcesz do mnie wrócić to ja i tak będę cię kochał. Możemy być przyjaciółmi. Mimo, że byłoby to dla mnie bardzo niezręczne to i tak chcę mieć z tobą jakikolwiek kontakt. I sądzę, że jako moja najlepsza przyjaciółka powinnaś pojechać ze mną do Irlandii i poznać moją rodzinę. Bo przecież ja twoją znam.
Słysząc te słowa poczułam w sercu ból. Spojrzałam w dół i zobaczyłam chude i duże dłonie Nialla. Nie mogąc opanować swojej chęci złapałam go za dłoń.
-Kto ci powiedział, że nie chcę z tobą być? Jestem tu od chuj wie ilu dni i tęsknię za tobą jak za nikim innym- powiedziałam mając nadzieję, że Niall zrozumie moją sytuację. Podobno jemu też mnie brakowało. Czekałam na jakieś słowa, które zapewne spowodowałyby kolejną kłótnię. Lecz Niall tylko ze łzami w oczach spojrzał na mnie. Już po chwili całował moje usta. Przez pewien moment nie wiedziałam co się dzieje, ale już po chwili zaczęłam odwzajemniać jego pocałunek. Robił to powoli i delikatnie.
-Kocham cię- wyszeptał gdy nasze usta się stykały.- Kocham cię kurewsko mocno-dodał, a ja cmoknęłam go.
-Kocham cię.
-To idź się pakuj. Musimy zdążyć na lot- powiedział z uśmiechem na ustach. Tęskniłam za jego radością, którą dzielił się z ludźmi. Pośpiesznie wstałam z kanapy i pobiegłam do sypialni, w której pozwoliła zatrzymać mi się ciocia. Spod łóżka wyciągnęłam ogromną walizkę, w którą miałam zamiar spakować swoje wszystkie rzeczy. Nie chcę tu wracać. Po pobycie w Irlandii z moim najcudowniejszym chłopakiem, którego już chyba mogę tak nazwać chcę wrócić do Londynu. Do przyjaciół i rodziny. Chcę znów żyć normalnie. Chcę jeść. Gdy udało mi się już wrzucić do walizki wszystkie rzeczy ostatni raz rozejrzałam się po sypialni. Była teraz czysta i poukładana. Na podłodze nie walał się stos moich brudnych rzeczy. Trzeba przyznać, że ja i moja siostra nie przepadamy za sprzątaniem. Złapałam za rączkę torby i z trudem wyciągnęłam ją ze swojego pokoju. Chciałam sama znieść ciężką torbę ze schodów, ale nagle nie wiadomo skąd pojawiła się moja siostra, która dotknęła mojego ramienia.
-Kurwa- powiedziałam pod nosem przestraszona całą sytuacją. Na twarzy Franks pojawił się tylko złośliwy uśmieszek.
-Pomogę ci- rzekła, chcąc złapać mój bagaż. Jednak ja odciągnęłam torbę od mojej siostry i odpowiedziałam:
-Nie potrzebuję twojej pomocy. Poradzę sobie sama.
-Yhy- dodała, wyrywając z moich rąk walizkę i znosząc ja ze schodów. Zawsze musiała robić to na co ma ochotę. Podążyłam w jej ślady i zeszłam z wypchaną po brzegi torebką. W salonie na kanapie siedziała moja ciocia oraz Niall, którzy uśmiechnięci od ucha do ucha o czymś rozmawiali. Gdy stanęłam obok swojej starszej siostry oni od razu przerwali swoją rozmowę i zwrócili swój wzrok na mnie.
-Gotowa?- zapytał mnie Niall. Potwierdzająco kiwnęłam głową przyglądając się mojemu chłopakowi. Wydaje mi się, że znowu jesteśmy parą. Przynajmniej takie mam wrażenie. Ciocia Jenny wstała z kanapy i podeszła do mnie. Nie lubię pożegnań. Są one takie sentymentalne i smutne. Każdemu chce się wtedy płakać. Teraz oczywiście też tak było. Mimo, że spędzałam z brązowowłosą kobietą mało czasu to i tak łatwo przywiązałam się do niej. To właśnie w tym miejscu zaczął się początek mojego powrotu do zdrowia. Małymi i powolnymi kroczkami zbliżam się do skończenia mojej terapii. Mam nadzieję, że zmuszanie się do jedzenia nawet małej ilości jedzenia spowoduje, że powrócę do pełni zdrowia. Ciocia przytuliła mnie, a ja odwzajemniłam jej uścisk.
-Masz wielkie szczęście, że spotkałaś kogoś takiego jak Niall. Będziesz z nim szczęśliwa- wyszeptała mi do ucha, tak by nikt nie usłyszał jej słów.
-Dziękuje ci ciociu. Wiele ci zawdzięczam- powiedziałam, będąc w uścisku.
-To nie moja zasługa, że zaczynasz powoli jeść. To zasługa tego, że jesteś w nim tak szalenie zakochana. Miłego pobytu w Irlandii.
-Kocham cię ciociu-dodałam na pożegnanie.
-Ja ciebie też kocham- odpowiedziała, wypuszczając mnie ze swoich objęć. Niall przed opuszczeniem posiadłości Jenny także ją przytulił. Widać, że mają ze sobą bardzo dobre kontakty. Gdy podszedł do mnie by zabrać moją walizkę, przelotnie pocałował mnie w policzek co spowodowało uśmiech na mojej twarzy.
-Franky, może kiedyś odwiedzisz mnie ze swoim chłopakiem Harry’m? Jesteście tutaj bardzo sławni- powiedziała moja ciocia, gdy staliśmy w progu jej domu. Moja siostra nic nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła się. Blondyn schował moją walizkę do bagażnika, w którym także znajdował się jego bagaż i weszliśmy we trójkę do samochodu. F siedziała sama z przodu, a ja i Niall byliśmy na tylnich siedzeniach. Ruszyliśmy samochodem, a Jenny machała nam na pożegnanie. Żadne z nas się nie odzywało. Przysłuchiwaliśmy się muzyce, która dochodziła z głośników oraz przyglądaliśmy się uliczkom w Bletsoe. Sama nie wierzę w to co powiem, ale będzie mi poniekąd brakowało tego miejsca. Po prostu za szybko przywiązuje się do rzeczy, miejsc i ludzi. Nagle poczułam, że ktoś dotyka mojej dłoni, którą położoną miałam na siedzeniu. To był Niall, który tym gestem spowodował, że zwrócił na sobie moją uwagę. Widząc, że mu się przyglądam uśmiechnął się i nie wypowiadając żadnych słów „wypowiedział” słowo „Kocham cię”. Gdy wyczytałam z jego ruchu ust co ma mi do przekazania na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Po chwili robiąc to samo co mój chłopak powiedziałam „Ja ciebie też”.
*na lotnisku*
-Jesteś pewna, że chcesz lecieć?- zapytał ponownie Niall. Widać było po nim zdenerwowanie, bo przecież sama pamiętam, że stresowałam się przed pierwszym spotkaniem Horana i mojej rodziny. Wszystko zależało od pierwszego wrażenia. Jeśli się spodoba to świetnie. Jeśli nie to… No nawet nie trzeba dokańczać.
-Jestem tego pewna- odpowiedziałam przytulając go. Wtuliłam głowę w jego ramię obejmując go rękoma wokół szyi. On oplótł swoje wokół mojej tali.
-Przed odlotem powinnaś pożegnać się z Franky- powiedział mi do ucha Niall. Słysząc imię mojej starszej siostry spojrzałam w jej kierunku. Stała przy ogromnej szybie i przyglądała się odlatującym lub przylatującym samolotom.
-To ona powinna chcieć ze mną porozmawiać- rzekłam lekko oburzona. To nie ja uderzyłam siebie w twarz, tylko ona.
-Ona chce z tobą porozmawiać. Ale to jest F. Ona boi się takich rzeczy- powiedział Niall, chcąc przekonać mnie do rozmowy z brązowowłosą. Jednak ja nie chciałam tak łatwo się poddać. Twardo będę próbować stać przy swoich racjach. Blondyn widząc mój opór dodał.
-Ty powiedziałaś kilka słów za dużo, a ona zrobiła kilka rzeczy za dużo. Nie musisz od razu jej przebaczać, ale powinnaś jej chociaż powiedzieć suche „pa”.
Jak zwykle słowa, które wypowiedział do mnie Niall sprawiły, że moje postanowienie legło w gruzach. Zrezygnowana westchnęłam i przewróciłam oczyma.
-Dlaczego ja to robię?- zapytałam samą siebie ruszając powoli w kierunku mojej siostry.
-Bo mnie kochasz- odpowiedział, a ja uśmiechnęłam się. Podeszłam do mojej siostry i stanęłam obok niej przyglądając się samolotom oraz deszczowej pogodzie. Niestety jak na razie nie zapowiada się by pogoda miała się polepszyć. Franks stała ze skrzyżowanymi rękoma i nagle spojrzała na mnie. Widziałam po niej, że o czymś zawzięcie myślała. Ale nie ma się przecież co dziwić. Nikt tak naprawdę nie wie co ona ma w tej swojej głowie.
-Powinnam cię przeprosić- powiedziała odwracając ode mnie wzrok.
-Powinnaś- odpowiedziałam spoglądając ponownie na pas startowy. Jednak w szybie można było ujrzeć nasze odbicia. Przy Frankie wyglądałam na trzynastoletnią dziewczynkę, która nie wie co ma zrobić ze swoim życiem. Ona przypominała młodą i rozrywkową, osiemnastoletnią dziewczynę, która mogłaby być z każdym. Ale jej serce już od dłuższego czasu jest zajęte przez Harry’ego.
-I właśnie to chcę zrobić. Przepraszam cię za to, że uderzyłam cię w twarz, że to przeze mnie zakończył się twój związek z Niallem. Przepraszam, że to ja jestem powodem twojej choroby. Przepraszam za to, że zabrałam ci Francaisa i Chucka. Przepraszam cię za wszystkie złe słowa i czyny, które sprawiły ci przykrość. Ale jestem Frankie. Przecież mnie znasz. Robię różne głupoty i dopiero po fakcie uświadamiam sobie, że to było złe- powiedziała pośpiesznie . Widziałam, że ma lekko załzawione oczy. Ciężko jest usłyszeć od niej takie słowa, więc dziwię się, że w ogóle je wypowiedziała.
-Jesteś moją siostrą więc i tak zawszę będę cię kochać. Ja też cię przepraszam. Nigdy nie chciałam tego wypowiedzieć. Zrobiłam to po prostu w złości- powiedziałam, lecz Franks przerwała mi.
-Nie musisz się tłumaczyć. Chcę żebyś wiedziała, że tęskniłam za tobą- dodała, a ja po tych słowach przytuliłam się do niej.- Baw się dobrze w Irlandii. I nie zrób nam wstydu- powiedziała. Obie zaczęłyśmy się śmiać. Spojrzałam ponownie w jej niebieskie tęczówki i zobaczyłam, że są one załzawione.
-Czyżby Frankie się wzruszyła?- powiedziałam z lekką drwiną. Ona tylko prychnęła i rzekła:
-Ja nigdy się nie wzruszam.
-Oj, nie udawaj już takiej twardej. Masz na pewno jakieś tam uczucia- odpowiedziałam wskazując palcem na jej serce.
-Jakieś tam mam. A teraz idź. Bo się spóźnicie- powiedziała F spoglądając na Nialla, który siedział na jednym z wielu siedzeń. Z zaciekawieniem przyglądał się grupce uczniów, którzy najprawdopodobniej byli z Rosji. Ich język był ciężki do zrozumienia.
-Kocham cię- dodała na pożegnanie Frankie, gdy ja szłam już w kierunku mojego farbowanego blondyna. Jednak zatrzymałam się na chwilę i odwracając się w stronę starszej siostry powiedziałam:
-Ja ciebie też.
Po tych słowach znowu ruszyłam. Niall, który nadal przyglądał się grupce Rosjan nagle spojrzał na mnie. Na jego słodkiej twarzy widniał uśmiech. Przez co ja także się uśmiechnęłam. To zawsze tak działa. Uśmiecha się Niall, uśmiecham się ja. Gdy podeszłam do niego on ponownie mnie przytulił. Zapewne każdy wie, że Horan uwielbia uściski. Ale kto normalny tego nie lubi?
-Wszystko już dobrze?- zapytał, po tym jak pocałował mnie delikatnie w czółko.
-Tak- odpowiedziałam spoglądając po raz ostatni na swoją siostrę. Przez chwilę przyglądała się jeszcze samolotom, a już po paru sekundach szła w kierunku wyjścia. Zapewne teraz pojedzie do domu chłopaków i opowie im o wszystkim. Blance i Faith pewnie też. Podobno między nią a Tomlinsonem są jakieś iskry, ale o wszystkim zapewne dowiem się od Nialla.
-Na pewno chcesz lecieć?- zapytał już po raz setny. Głośno westchnęłam i odpowiedziałam:
-Jeśli nie chcesz to mogę tutaj zostać.
On tylko na moje słowa odpowiedział śmiechem. Narzucił na swoje ramię swój plecak, a mi do ręki podał moją torebkę.
-Czyli jesteś pewna, że chcesz jechać?
-Tak. Jestem tego na sto procent pewna- odpowiedziałam. Niall objął mnie swoim ramieniem i oboje ruszyliśmy w stronę wejścia na pokład.
*W Irlandii, Mullingar*
-Stresujesz się - powiedział do mnie Niall, gdy staliśmy przed drzwiami prowadzącymi do środka jego domu. Mimo, że jest zaledwie godzina siódma rano już można było dostrzec światła w poszczególnych pomieszczeniach.
-A ty się nie stresowałeś, gdy poznawałeś moją rodzinę?- zapytałam lekko przestraszona całą tą sytuacją. Spojrzałam na niego, a on uśmiechnął się.
-Znałem już Franks i ciebie więc wiedziałem, czego mam się spodziewać- odpowiedziałam, a ja lekko zmarszczyłam brwi.
-Czyli jak wejdziemy do środka mam się spodziewać uśmiechniętą od ucha do ucha rodzinę, która co chwilę opowiada jakieś kawały które mało kto rozumie?- spytałam z lekką drwiną w głosie. Wiem, że nie powinnam żartować na temat czyjeś rodziny, ale ciężko było mi się powstrzymać.
-Można poniekąd tak powiedzieć- powiedział z uśmiechem na ustach. W tym samym momencie zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Moje serce zaczęło bić mocniej, a w brzuchu poczułam motylki. Nie wiedziałam kogo mam się spodziewać. Uśmiechniętej od ucha do ucha mamy Nialla czy może jego starszego brata. Najmłodszy członek rodziny Horanów złapał mnie za rękę i lekko uścisnął co spowodowało, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech. W tej samej chwili drzwi otworzyła niska blond włosa kobieta, która swojemu synowi zaledwie sięgała do ramienia. Była ubrana w typowy strój gosposi. Gdy nas tylko zobaczyła otarła brudne ręce od przyrządzania jakiegoś jedzenia. Pośpiesznie przytuliła swojego syna, a następnie złapała jego twarz w swoje ręce i zaczęła całować go po policzkach przy tym cały czas mówiąc:
-Kochanie mówiłeś, że nie możecie przyjechać. Boże kochany, ja domu nie wysprzątałam na wasz przyjazd- powiedziała pośpiesznie spoglądając na mnie. Miło uśmiechnęłam się chcąc zrobić na mamie Nialla dobre wrażenie. Ona puściła blondyna i od razu przeszła do mnie przytulając mnie.
-Jestem Marie, mama Nialla. On tyle o tobie nam opowiadał. Mówił, że jesteś śliczna ale nie aż tak- rzekła z uprzejmym ale szczerym głosem.
-Bardzo mi miło.
-Wchodźcie do środka dzieciaki. Pewnie jesteście głodni. Greg, twój brat przyjechał! Chodź tu natychmiast i pomóż wnieść ich walizki!- krzyknęła Marie, gdy my staliśmy w progu domu. Nagle w korytarzu pojawił się brat Nialla, który mówił:
-Czy on nie może sam… Ooo- powiedział zdziwiony gdy nas zobaczył.- Już pomagam- dodał. Pani Horan złapała mnie za rękę i w delikatny sposób pociągnęła mnie w stronę salonu. Na ścianach w korytarzu powieszone były przeróżne zdjęcia całej rodziny Nialla oraz jego nagrody, które zdobył jako jeden z członków One Direction. Na jednym z regałów, który znajdował się zaraz przy głównym pokoju znajdowały się nie tylko fotografie z dzieciństwa Nialla i Grega, ale także książki oraz różne rzeczy związane ze znanym Brytyjsko-Irlandzkim zespołem. Można między innymi było tam znaleźć wycinki z gazet, lalki, płyty oraz ich książki. Rodzice mojego chłopaka muszą być naprawdę z niego dumni, bo kto przecież by nie był. Salon zapewne urządzała Marie, gdyż był bardzo przytulny. Oczywiście stała tam kanapa, dwa fotele, mały stolik do kawy i telewizor, do którego podłączony był X-box. W rogu postawiona była ozdobna szafka, na której znajdowały się zdjęcia oraz jakieś inne rzeczy. Na ścianie także było pełno zdjęć. Widać, że tej rodzinie bardzo zależy na zachowaniu jak największej ilości wspomnień. Na jednym z foteli siedział ciemnowłosy mężczyzna z intensywnie niebieskimi oczami. W ręku trzymał poranną gazetę. Gdy tylko zobaczył mnie oraz swoją żonę odłożył czasopismo na stół i z uśmiechem na ustach powiedział:
-Ty zapewne jesteś Alice. Bob Horan miło mi cię poznać- powiedział ściskając moją dłoń. Odwzajemniłam uśmiech i delikatnym głosem odpowiedziałam:
-Alice Williams.
-Piękne nazwisko- dodał, a ja ponownie uśmiechnęłam się. Do salonu wszedł Niall z Gregiem, którzy w braterski sposób przepychali się. Naprawdę u nich wszyscy są ze sobą bardzo zżyci. Nie to co w naszej rodzinie, w której są kłótnie oraz inne skandale.
-Złotko, siądź sobie w salonie z Bobem, a ja zrobię wam śniadanie. Mój dzióbek zapewne jest głodny- powiedziała zwracając się do swojego syna. Jego twarz lekko zarumieniła się.
-Mamo skończ- rzekł z litością w głosie.
-Czyżby mój mały braciszek się zawstydził? Och jakie to słodkie- powiedział Greg łapiąc go za policzki. Niall jednak odsunął się, a Marie zwróciła się do swojego drugiego syna:
-Greg idź do sklepu. Potrzebujemy mleka do ciasta oraz paczki chipsów i innych słodyczy. Na pewno są bardzo zmęczeni. Bob, daj mu pieniądze- zwróciła się do swojego mężczyzny który przewracając oczami sięgnął do portfela, który trzymał w dżinsowych luźnych spodniach.
-Tylko daj pieniądze. Daj pieniądze- narzekał pod nosem, a ja zaczęłam się śmiać. Wręczył swojemu pierwszemu dziecku banknot i już po chwili Greg zniknął z salonu.
-A ty pójdziesz mi pomóc- zwróciła się blondynka do drugiego syna. Złapała go za rękę i pociągnęła do kuchni, która znajdowała się po drugiej stronie korytarza. Skrępowana lekko tą sytuacją nie wiedziałam co mam ze sobą począć. Usiadłam na drugim fotelu i cały czas przyglądałam się pomieszczeniu. Z zamkniętymi oczyma mogłabym powiedzieć gdzie co się tutaj znajduje. Nie chciałam patrzeć na ojca Nialla. Ta sytuacja jest dla mnie zbyt krępująca.
-I jak się wam układa?- zapytał Bob, który przerwał milczenie.
-Świetnie- odpowiedziałam oszczędzając słowa. Nie chciałam zbytnio opowiadać mu o tym, że nasz związek jeszcze kilka godzin temu nie istniał.
-Niall mówił, że jesteś śliczną dziewczyną. Jednak nie sądziłem, że aż tak- dodał, a ja zapewne zarumieniłam się po usłyszeniu jego słów.
-Dziękuję bardzo. Bardzo miło jest mi usłyszeć te słowa- powiedziałam z wdzięcznością.
-Mój syn opowiadał mi o twojej chorobie. Zastanawiam się dlaczego?- zapytał, a ja spojrzałam na ojca mojego chłopaka. Bacznie przyglądał mi się. Zdziwiona odwróciłam wzrok i odpowiedziałam:
-Tak jakoś się złożyło. Ale małymi kroczkami wracam do zdrowia.
-To dobrze.
Między nami znowu zapadła niezręczna cisza. Zaczęłam ponownie przyglądać się zdjęciom które wisiały na ścianie. Na jednym z nich był około dziesięcioletni chłopiec z brązowymi włosami. W ręce trzymał plastikowy mikrofon, a przez ramię powieszoną miał plastikową gitarę.
-Pamiętam gdy robiliśmy to zdjęcie-powiedział nagle Bob. Spojrzałam na niego, a on z uśmiechem na ustach kontynuował.- Niall kończył wtedy dziesięć lat. Z tej okazji chciał zrobić nam koncert, wspaniałe przyjęcie. Więc zaczął grać na gitarze i śpiewał dla nas znane przez niego piosenki. Zawsze z Marie wiedzieliśmy, że jest utalentowany, ale nigdy tak naprawdę nie sądziliśmy, że się wybije. A jednak jego dziecięce marzenie spełniło się. Jest gwiazdą muzyki oraz ma taką dziewczynę, o której marzył.
-Państwa syn jest czymś najlepszym co mnie spotkało. Kocham go.
-Alice! Alice!- krzyknął nagle z kuchni Niall.
-Przepraszam. Pójdę sprawdzić co się stało- powiedziałam wstając z fotela i opuszczając salon. Mój chłopak nadal krzyczał moje imię i gdy pojawiłam się w kuchni, w której się teraz znajdował zapytałam:
-Coś się stało?
On uśmiechnął się i odpowiedział:
-Kocham cię.
-Boże jakie to słodziutkie- powiedziała uradowana mama Horana. Złapała go za policzek i zaczęła nim w pieszczotliwy sposób poruszać.
-Mamo, mówiłem żebyś nie robiła mi wstydu przy dziewczynie-rzekł lekko zażenowany tą sytuacją.
-Twoja mama nie robi ci wstydu. Ona po prostu cię kocha. Tak samo mocno jak ja- odpowiedziałam chcąc go jakoś pocieszyć. Najwidoczniej to zadziałało, gdyż podszedł do mnie i mnie przytulił.
*późna godzina nocna, w sypialni Nialla*
Sypialnia mojego chłopaka jest duża i ma czerwono-niebieskie ściany. Pod dużym oknem z granatowymi, zaciągniętymi zasłonami by natrętne fanki nie zaglądały do pokoju Nialla stoi dwuosobowe łóżko. Obok stoi szafka nocna z lampką i butelką wody. Zaraz obok jest kanapa w kwiaty zawalona ubraniami i bielizną. Mam nadzieję, że jest ona czysta. Na środku leżą nasze walizki i wiele par butów. Mój chłopak właśnie próbował to wszystko ogarnąć. Podeszłam do łóżka i zrezygnowana rzuciłam się na nie. Leżąc przyglądałam się Niallowi, który mocował się z zamkiem swojego zielonego plecaka.
-Głupi zamek. Kto wymyśla takie tanie gówna? -mamrotał pod nosem, czym wywołał u mnie śmiech, bo przypominał te wszystkie postaci z bajek dla dzieci. Blondyn spojrzał na mnie z udawaną złością w oczach i powiedział celując we mnie swoim długim palcem:
-Więc śmieszy cię to, panno Williams. Rozumiem… - po tych słowach podrapał się po podbródku, a już po chwili leżał obok mnie śmiejąc się na cały głos. Leżeliśmy blisko siebie, stykając się brzuchami. Czułam jak tors Nialla porusza się szybko w górę i w dół. Po plecach przeszedł mi chłodny dreszcz. Przełknęłam ślinę wyciągając dłoń w stronę twarzy blondyna. Delikatnie pogładziłam go po policzku przyglądając się jego ślicznym tęczówkom.
-Kocham cię, mój dzióbku -powiedziałam wybuchając ponownie śmiechem.
-Haha, bardzo śmieszne, naśmiewaj się więcej ze swojego chłopaka, pewnie, a co tam - powiedział kładąc się na mnie i ściskając moje nadgarstki. Nasze twarze dzieliło zaledwie kilka milimetrów. Oboje głośno oddychaliśmy nie mówiąc ani słowa. Oblizałam wargi spoglądając na słodkie usta Nialla. On gdy to zauważył uśmiechnął się od ucha do ucha i pocałował mnie delikatnie w usta. Odwzajemniłam to. Tak bardzo brakowało mi ich, jego zapachu, uśmiechu, dotyku. A teraz w końcu z powrotem je dostałam. I cieszę się jak małe dziecko. Czuję, że to będzie niezapomniany wyjazd.
- O czym myślisz? -spytał Niall schodząc ze mnie i wtulając się w moje ramię.
-O tobie, o nas, o tym, że śmierdzi tu skarpetkami...- powiedziałam puszczając do niego oko. On tylko zrobił obrażoną minę mówiąc:
-To pewnie Greg wrzucał tu swoje brudne ciuchy. U mnie zawsze jest schludnie i ładnie pachnie, prawda?- spytał. Ja tylko potwierdzająco kiwnęłam głową kładąc swoje dłonie na brzuchu Nialla. Przejechałam po jego umięśnionym torsie raz, potem drugi i trzeci... Czułam jak serce blondyna szybko bije. Moje wcale nie było gorsze. Mój chłopak zagryzł wargę kładąc swoje dłonie ma moich biodrach. Po chwili czułam je pod moją koszulką. Trochę się speszyłam i odruchowo wciągnęłam brzuch jak najmocniej potrafiłam.
-Kochanie, nie musisz tego robić. Jesteś najchudszą i najwspanialszą osobą na świecie. Dla mnie jesteś idealna- po tych słowach zdjął ze mnie podkoszulek, który rzucił na podłogę do reszty brudnych lub nie ubrań. Po chwili jego T-shirt spotkał ten sam los, podobnie było z moimi rurkami i jego wytartymi jeansami. Leżeliśmy wtuleni w samej bieliźnie, no i skarpetkach całując się. Z minuty na minutę pragnęłam Nialla bardziej, więcej. Nie znałam wcześniej tego uczucia. Może to ten dzień? Ta chwila? Ale czy jestem gotowa?
-Al, kocham cię, ale nie chcę, byś robiła coś wbrew sobie- wysapał Niall pomiędzy pocałunkami. Leżał na mnie błądząc swoimi drżącymi rękoma po moim nagim, no prawie, ciele.
-Niall, jeżeli uważasz, że leżenie tu z tobą jest wbrew mnie, to chyba mnie nie znasz -odpowiedziałam bawiąc się gumką od majtek Irlandczyka. On niezdarnie rozpiął mój stanik i po chwili zabrał się za majtki. Przeszedł mnie dreszcz. Strachu i podniecenia.
-Obiecuję, że nie będzie bolało - wyszeptał blondyn leżący na mnie. Ja lekko kiwnęłam głową jednak wcale się nie bałam. Kocham Nialla i chcę z nim być. Chcę go mieć. Zawsze. I wszędzie.
Rozmyślania przerwała mi fala gorąca przeszywająca moje ciało. Sapnęłam wplatając dłonie w śliczne blond włosy mojego chłopaka. On również głośno oddychał poruszając się delikatnie w przód i w tył. Podobało mi się to. Po kilku minutach oboje skończyliśmy wzdychając z podniecenia i szczęścia zarazem. Leżeliśmy obok siebie przykryci biało czarną kołdrą wpatrując się w sufit. Ta cisza panująca między nami nie była niezręczna, była raczej...magiczna. Czułam się spełniona i pierwszy raz od kilkunastu dni szczęśliwa.
-Al? - szepnął Niall podpierać się na łokciu.
-Hmm? -mruknęłam przewracając się w jego stronę. Byłam już lekko zmęczona jednak nigdy nie Niallem.
-Kocham cię. To się nigdy nie zmieni. Pamiętaj- powiedział biorąc moją rękę i kładąc ją sobie na sercu. Uśmiechnęłam się wtulając się w jego pierś i cicho wymruczałam:
-Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak cholernie mocno.
Nie wiedząc kiedy odpłynęłam z uśmiechem na ustach i najlepszym chłopakiem na świecie przy swoim boku.


Na samym wstępie piszę, że bardzo was przepraszam za to, że rozdział nie pojawił się wcześniej, ale niestety szkoła, prace domowe i nauka. Nie mam czasu na pisanie. Każdego wieczoru coś dopisuję, a nie zawsze mam na to energię. Myślę, że w ten weekend może najpóźniej do wtorku/środy zakończymy tego bloga. Oczywiście powstanie nowy. Nie potrafimy sobie wyobrazić tego, że nie piszemy opowiadań. Tamto będzie różniło się poniekąd od young-pretty-lovely i mean-hungry-lovers. Ale o wszystkim dowiecie się w swoim czasie :) Możecie dalej zadawać pytania. I zapraszam do komentowania. Mam nadzieję, że się podoba.

polecam:
http://my-mysterious-love.blogspot.com/

9/09/2012

33 rozdział

Z perspektywy Nialla w tle
-A ty co tak sam tu siedzisz?- zapytał się mnie Zayn, który nagle pojawił się w ogrodzie. Spojrzałem na Malika i zauważyłem, że jest bardzo zmęczony. Nie lubi wcześnie wstawać, a dzisiejszego poranka wszyscy musieliśmy bardzo szybko pojawić się w studio by ostatecznie zakończyć nagrywanie płyty. Na szczęście już wszystko jest nagrane i w najbliższym czasie nie będziemy musieli pojawiać się tam codziennie. No chyba, że któreś z nas będzie musiało coś dogrywać. Wtedy pojawią się zapewne jakieś komplikacje. Zayn ubrany był dzisiaj w szarą koszulkę z kieszonką, czarne rurki, które opinały jego chude nogi oraz tego samego koloru motocyklowe buty. Ostatnio na swojej jak zwykle postawionej grzywce zrobił blond pasemko. Na początku bardzo się zdziwiłem, gdyż zawsze mówił, że ten kolor nigdy nie będzie do niego pasował. Aż tu nagle wczorajszego wieczora wrócił z miasta i zobaczyliśmy, że jego włosy ozdabia jedno blond pasemko. Jednak trzeba przyznać, że pasuje to do jego stylu.
-Myślę- odpowiedziałem przyglądając się pustemu ogrodowi. Nie przywiązujemy zbytniej uwagi do niego, gdyż mało czasu tutaj spędzamy. Można znaleźć tu kilka kwiatów, głównie róż oraz dużą huśtawkę, hamak i stół z krzesłami. Zazwyczaj wyjmujemy to wszystko latem, gdy zbliża się czas naszego urlopu. Nie tylko lubimy dla zabawy wychodzić na jakieś imprezy. Czasami mamy ochotę posiedzieć w swoim gronie na świeżym powietrzu. Zayn usiadł obok mnie i wyjmując z kieszeni spodni paczkę papierosów zaczął przyglądać się ogrodowi. Wsadził do buzi jedną fajkę i podpalając ją zapalniczką uśmiechnął się.
-Mówisz, że myślisz- rzekł z lekką drwiną w głosie.- Hmm… To ciekawe- dodał zaciągając się papierosem. Po chwili wypuścił z buzi dym, robiąc z niego kształt kółek. Zacząłem lekko kaszleć, gdyż zbytnio nie przepadam za dymem z papierosa.
-Wiesz, że nie lubię gdy robisz to przy mnie- powiedziałem spoglądając na niego. On tylko uśmiechnął się do mnie.
-To o czym tak myślisz?- zapytał ponownie Zayn, wkładając do buzi papierosa.
-O o czym ja mogę myśleć?- spytałem retorycznym głosem spoglądając na swoją tapetę w telefonie. Na wyświetlaczu znajdowało się zdjęcie Alice, która spała. Wyglądała tak spokojnie i niewinnie. Jak gdyby nic nigdy w życiu ją nie męczyło. Jednak to właśnie przez swoje problemy opuściła Londyn. I mnie.
-Żadne z nas tak naprawdę nie wie co ty masz w głowie. Możesz myśleć o jedzeniu, spaniu, piosenkach, grze na gitarze, o mnie, o Harry’m, o Liamie, o Alice…- powiedział spoglądając przy ostatnim słowie na mnie. Słysząc imię mojej byłej dziewczyny posmutniałem. Spojrzałem w ziemię i jedną ręką zacząłem bawić się skrawkiem swojego białego T-shirtu. Drugą dłoń położyłem na swojej szyi, na której zawsze wisiał naszyjnik w kształcie koniczynki. Teraz najprawdopodobniej miała go na sobie Alice. No chyba, że wrzuciła go gdzieś w kąt i zapomniała o nim.
-Czyli myślałeś o Alice- powiedział kończąc już swojego papierosa. Naprawdę nie mogę uwierzyć w to, że w tak szybkim tempie go spalił.
-Dziwi cię to?- zapytałem lekko się uśmiechając. Zayn gasząc swojego papierosa odwzajemnił uśmiech. Podziwiam go za to, że nawet po zakończeniu związku z Franks nie uronił ani jednej łzy. Ale co się dziwić. To przecież Zayn Malik. Bad boy z Bradford. Też chciałbym po prostu zapomnieć o swoim zauroczeniu. Lecz niestety nie potrafię. Za bardzo zależy mi na młodszej Williams.
-Powinieneś ją zrozumieć, Niall- zaczął Malik.- Alice od początku była inną dziewczyną. Normalne osoby żeby wyleczyć się z anoreksji potrzebują pomocy jakiegoś psychologa lub chuj wie czego. A ona? Woli pobyć sama i zrozumieć wszystko. Jest naprawdę wyjątkową dziewczyną i widać że zależy jej na tobie.
-Gdyby jej zależało to by nie wyjeżdżała- odpowiedziałem spoglądając na róże, które znajdowały się w samym rogu ogrodu. Na którejś randce podarowałem jeden czerwony kwiat Alice. Pamiętam, że była bardzo szczęśliwa, gdy zobaczyła mój prezent dla niej.
-Boże, ty nadal nic nie rozumiesz. O-n-a w-y-j-e-c-h-a-ł-a b-y w-y-z-d-r-o-w-i-e-ć- powiedział literując to zdanie.- W ten sposób zrozumiesz czy ci to wyrysować?- zapytał przewracając lekko oczyma.
-Dobrze rozumiem. Po prostu chciałbym wiedzieć dlaczego kurwa nie chciała mi o tym powiedzieć. Po jaką cholerę to ukrywała?- zapytałem zastanawiając się nad tym. Zayn przejechał ręką po swojej nieogolonej twarzy i głośno westchnął. Następnie gestykulując lekko ręką powiedział:
-Alice nie chciała ci o tym powiedzieć, gdyż bała się twojej reakcji. Obojętnie czy powiedziała to Franks czy ona, to ty i tak zareagowałbyś tak samo.
Chciałem pośpiesznie zaprzeczyć, jednak domyślałem się, że Zayn zapewne ma rację. Bo tak naprawdę jaki normalny człowiek ucieszył by się na wieść, że jego druga połówka wyjeżdża. Nie wiem jak inne osoby, ale ja na pewno nie skakałbym ze szczęścia. Nawet nie wiem dlaczego oboje wybuchliśmy głośnym śmiechem.
Czasem dobrze jest mieć wokół siebie przyjaciół, którzy wesprą cię na każdym kroku. Gdyby nie Zayn, Liam, Louis czy Harry wylądowałbym zapewnie w wariatkowie. Traktujemy się jak bracia. Nie pozwalamy by któremuś stała się krzywda i staramy się by każdy był zawsze szczęśliwy. Najlepszym przykładem jest Zayn, któremu podoba się F. Ale wie, że ona kocha Harry’ego i dlatego nie jest zły na Stylesa i na nią. Chce by oboje byli szczęśliwi. W pewnym
momencie Zayn przytulił mnie. Nie wstydzimy się okazywać sobie swoich uczuć. Wszyscy kochamy się jak bracia. Nasi fani wymyślają nawet przeróżne bromance związane z nami. Ziall jest połączeniem imienia mojego i Malika. A połączenie Nialla i Alice dla naszych fanów to Nialice. To poniekąd jest bardzo słodkie. Ale niestety teraz nie ma jej przy mnie. Jesteśmy tylko Alice i Niall. Chciałbym żeby ona do mnie wróciła. Mógłbym całymi dniami wymieniać dlaczego mi jej brak, ale nie mam aż tyle czasu. Ale może to i lepiej? Niedługo zbliża się trasa koncertowa, która ma trwać dobrych kilka miesięcy. Jak bym bez niej wtedy wytrzymał? Przecież nie mógłbym jej zabrać ze sobą. Alice ma szkołę, do której musi uczęszczać. Moje rozmyślenia przerwała Franks, która nagle pojawiła się w naszym ogrodzie. Ubrana była w luźny czarny top na ramiączka, pudrową spódniczkę z wysokim stanem, czarne jazzówki i tego samego koloru kapelusz. Przez ramię przewieszoną miała czarną torbę. Rzadko widzi się F w takim stroju, ale raz na jakiś czas trzeba się tak ubrać. Zwłaszcza, że dzisiejszego dnia mieli zakończenie roku szkolnego. Zayn widząc swoją byłą dziewczynę wstał i podszedł do niej.
-Cześć- powiedziała do niego lekko się uśmiechając. On tylko ją przytulił i oboje pocałowali się przyjacielsko w policzki. To świetnie, że po zakończeniu swojego związku oni nadal utrzymują przyjazne kontakty. Kiedy byli w swoim uścisku ktoś nagle zaczął dzwonić do Zayna. Uśmiechnięty od ucha do ucha wyjął swój telefon i gdy zobaczył kto dzwoni powiedział:
-Musze iść, mama dzwoni. Tak mamo?- zapytał, odbierając telefon. Wszedł do domu, zostawiając mnie samego z Franks. Brązowowłosa usiadła obok, a następnie mnie przytuliła.
-I jak tam na zakończeniu?- zapytałem nie chcąc rozmyślać o Alice. Między starszą, a młodszą Williams jest podobieństwo. Może z wyglądu nie są identyczne, ale charakter poniekąd mają podobny. Obie są ciche i zagubione. Po Franky tego aż tak nie widać, ale jednak ona też ma jakieś swoje problemy. Alice i F nigdy nie proszą o pomoc, robią to tylko wtedy gdy już same sobie nie mogą sobie z czymś poradzić.
-Jak to na zakończeniu. Wszystkie zdałyśmy i trzeba się cieszyć- odpowiedziała jak zwykle oszczędzając słowa.
-A ona? Pojawiła się?- zapytałem spoglądając na dziewczynę Harry’ego. Ona tylko przecząco pokręciła głową i powiedziała:
-Nie. Wiedziałam, że się nie pojawi.
-Zawsze człowiek ma jakąś nadzieję- powiedziałem spoglądając w ziemię. F tylko wzruszyła ramionami.
-Nadzieja matką głupich- rzekła jak zwykle spoglądając gdzieś w dal. Tak często o czymś myślała. Sięgnąłem do tylnej kieszeni spodni i wyjąłem z nich dwa bilety lotnicze do Irlandii. Brązowowłosa spojrzała na nie i marszcząc lekko brwi zapytała:
-Wyjeżdżasz?
Przed odpowiedzeniem na zadane przez nią pytanie, westchnąłem.
-Przed wyjazdem Alice kupiłem dwa bilety do Irlandii. Chciałem ją tam zabrać zaraz po zakończeniu roku szkolnego. O trzeciej w nocy mieliśmy mieć wylot. Wiesz Franks, poznałem waszych rodziców więc czemu ona miałaby nie poznać moich? Jest dla mnie ważna i sądzę, że moja rodzina powinna znać moją dziewczynę. Bo przecież nigdy nie mieli możliwości jej poznać. Ale niestety bilety się zmarnują- powiedziałem chcąc porwać bilety. Jednak siostra Alice szybko wyrwała mi je z dłoni.
-Nie. Mam lepszy pomysł- powiedziała uśmiechając się. Ja jednak nie zrozumiałem o co jej chodzi, a ona widząc zdziwienie na mojej twarzy dodała.- Po co masz marnować pieniądze, Niall? Nie lepiej jest pojechać po moją siostrę do Bletsoe i zabrać ją stamtąd? Irlandia to dobry pretekst- rzekła, a ja uśmiechnąłem się. Nie dziwię się że ona ma aż tak dobre wyniki w nauce. Jest bardzo inteligentną osobą i to po niej doskonale widać.
-Ale nie mam czym pojechać do Bletsoe. Muszę jeszcze zdążyć ją tu przywieźć- powiedziałem ze smutkiem w głosie.
-Od tego masz przecież mnie- odpowiedziała z uśmiechem na ustach.- Idź się lepiej pakować. Musimy wyrobić się do nocy.
Z tej radości przytuliłem starszą Williams i powiedziałem:
-Dziękuję ci.
-Nie dziękuj. Idź się pakować.
Szybko wstałem z ziemi i pobiegłem do swojej sypialni przy tym mijając całującego się Liama z Blanką. Naprawdę robią to zbyt często. Wbiegłem pośpiesznie do swojego pokoju i wyjmując z szafy walizkę zacząłem do niej wrzucać po kolei wiele par spodni, bluz, bluzek, czapek oraz bielizny. Myślę, że ta ilość rzeczy wystarczy mi na tygodniowy pobyt w Irlandii. Mam nadzieję, że Alice będzie chciała pojechać ze mną i z Franks. Jeśli nie, to sądzę, że zabiorę ją tam siłą. Do torby wrzuciłem jeszcze kilka potrzebnych mi rzeczy i już byłem gotowy do podróży. Narzuciłem jeszcze na ramię plecak i dopiero wtedy opuściłem swój pokój. Zniosłem walizkę po schodach i postawiłem ją w korytarzu. Wszedłem jeszcze na chwilę do salonu i tam zauważyłem całą czwórkę oraz Blankę, Franks i Faith.
-Czyli powiadasz, że po nią jedziesz- powiedział Louis, który siedział obok naszej baletnicy. Zawsze wiedziałem, że coś ich do siebie ciągnie, ale dopiero po jej zarwaniu z Harry’m mam stu procentową pewność. Jeszcze nie są razem, ale czuję w powietrzu miłość.
-Yhy- odpowiedziałem uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Za kilka dni jedziemy do Batley, więc przywieź ją tam. Stęskniłam się za nią- powiedziała Blanka, która jak zwykle wtulona była w swojego chłopaka. Dobrze, że do siebie wrócili. Zawsze sądziłem, że ich związek wiele przetrwa.
-Najpierw musi się zgodzić pojechać ze mną. Dopiero wtedy będziemy mogli dyskutować- powiedziałem spoglądając na blondynkę.
-Powiem ci, że jej zdanie mało mnie interesuje. Jeśli się nie zgodzi siłą wciągnij ją do samochodu i wywieź. Myślę, że Franks nie będzie miała nic przeciwko- powiedział, śmiejąc się Zayn. Jego była dziewczyna potwierdzająco kiwnęła głową, a ja ponownie się uśmiechnąłem. Naprawdę chcą by nam się udało.
-Może pojadę z wami- zaproponował Harry, a jego dziewczyna szybko zareagowała.
-Nie. Im mniej osób tym lepiej. Ja i tak robię tylko za kierowcę. Musimy już iść, Niall- dodała zwracając się w moim kierunku. Podszedłem do chłopaków i każdego uściskałem. Następnie podszedłem do Blanki i Faith, które także obdarowałem uściskiem.
-Powodzenia- powiedzieli prawie jednocześnie, gdy ja z Frankie opuszczałem nasz dom. Wsadziliśmy moją torbę do bagażnika jej małego auta, a następnie wsiedliśmy do środka. Wygodnie rozsiadłem się na moim miejscu. Franks wsadziła klucz do stacyjki i ruszyła.
-Czekają nas prawie dwie godziny jazdy- powiedziała, a ja oparłem głowę o szybę.
-Myślisz, że się zgodzi?- zapytałem włączając radio. Leciała akurat piosenka „you belong with me” Taylor Swift. Trzeba przyznać, że jest ona utalentowaną dziewczyną.
-Tak. Ona za bardzo cię kocha- powiedziała spoglądając na mnie. Chciałbym znowu usłyszeć od Alice te dwa słowa. Zawsze gdy je wypowiadała widziałem w jej oczach uśmiech. Mówiła je z prawdziwym uczuciem. Chciałbym żeby byłą tą jedyną. Gdy w milczeniu podążaliśmy z Franky przez Londyn zacząłem zastanawiać się dlaczego tak naprawdę mi pomaga. Może zależy jej na szczęściu siostry, ale na pewno ma też jakiś swój powód. Żadne z nas nie wie czy Al i F się pokłóciły. Wszyscy sądzimy, że między nimi doszło do ostrej kłótni, ponieważ gdyby było inaczej czerwono włosa kontaktowała by się ze swoją starszą siostrą. A one podobno nie rozmawiały ze sobą od wyjazdu. To trochę dziwne, ale mam nadzieję, że Alice wszystko mi wyjaśni, gdy nasze relacje polepszą się.
-Dlaczego to robisz?- zapytałem się Franky. Ona trzymając kierownicę dwoma rękoma i patrząc uważnie na ulicę odpowiedziała:
-Bo chcę wam pomóc.
-Nie. To nie tylko dlatego- dodałem, bacznie jej się przyglądając. Przez chwilę zauważyłem na jej twarzy smutek, jednak szybko powrócił na nią kamienny wyraz. Brązowowłosa głośno westchnęła i wystukując palcami o kierownicę zaczęła mówić:
-Przed obiadem rodzinnym Alice powiedziała mi, że chce wyjechać. Poprosiła mnie bym tobie nie mówiła, lecz ja uważałam inaczej. Powinieneś tak samo jak ja wiedzieć o tym od razu. Postąpiłam oczywiście inaczej. Z resztą jak zwykle. Alice wybiegła wtedy za tobą, a gdy wróciła pokłóciłyśmy się. Ona powiedziała za wiele słów, a ja… No cóż… Za wiele rzeczy zrobiłam- powiedziała lekko się kwasząc. Zapewne przypominała sobie o tamtej niezbyt przyjemnej dla nas wszystkich sytuacji.
-Czy ty…- zacząłem, lecz Franks szybko mi przerwała.
-Tak. Żałuję tego bardzo. Nie zdążyłam jej przed wyjazdem przeprosić. Ale sądzę że to za długo trwa. Powinnam ja przeprosić, a ona powinna wrócić. Nie tylko dlatego, że za nią tęsknię, ale też dlatego, że powinniście być razem.
Jej słowa podniosły mnie lekko na duchu. Jednak nie mogę uwierzyć, że siostra uderzyła siostrę. To troszeczkę niedorzeczne. Nie wyobrażam sobie tego, że moja Alice, która jest delikatna dostała w twarz od Franks, która jak widzieliśmy umie porządnie kogoś uderzyć. Z radia leciała jakaś wolna piosenka nieznanego mi wykonawcy więc postanowiłem na chwilę usnąć. Na pewno sen mi się przyda. Obudziło mnie dopiero szturchanie Frankie, która mówiła:
-Wstawaj Niall. Zaraz będziemy.
Niechętnie rozciągnąłem się oraz przetarłem oczy. Spało mi się dobrze, jednak strasznie bolał mnie kark. Poruszałem głową kilka razy w przód i tył. Dopiero gdy rozejrzałem się po okolicy, poczułem stres. Co mam powiedzieć Alice? „Cześć kochanie zabieram cię stąd”?, a może „Witaj chudzielcu. Jak się masz?”. Sądzę, że żadna z tych opcji nie była by dobrym przywitaniem. A może to właśnie Franks przejmie inicjatywę i powie pierwsze słowa? Mogę się domyślać, że gdy tylko zobaczę młodszą Williams zabraknie mi języka w buzi.
-Boisz się?- zapytała F spoglądając na mnie.
-Czuję się jeszcze gorzej niż przed występami- odpowiedziałem czując w brzuchu ścisk.
-Chcesz bym to ja powiedziała coś pierwsza?- zapytała, a ja z trudem połknąłem gule, która stanęła mi w gardle.
-Jakbyś mogła.
Moje serce z każdą sekundą biło coraz mocniej i szybciej. Czy to możliwe, że dziewiętnastolatek ma zawał serca? Mam nadzieję, że nie bo nie chciałbym znaleźć się w szpitalu. Brązowowłosa zatrzymała samochód, a ja całkowicie roztrzęsiony rozejrzałem się po okolicy. „Przytulnie tu”, pomyślałem przyglądając się domom.
-Jesteśmy- powiedziała Frankie wyjmując ze stacyjki kluczyk oraz zarzucając na ramię swoją torbę. Kilka razy głęboko westchnąłem i dopiero wtedy opuściłem samochód. Mój kierowca przyglądał się domowi i powiedział:
-Ładnie tutaj. Uwielbiałyśmy przyjeżdżać w to miejsce z Alice. Tu jest tak przyjemnie.
Po tych słowach podeszła do drzwi i przed zapukaniem w nie spojrzała na mnie. Z trudem podszedłem do niej i dopiero wtedy zapukała. Sztucznie uśmiechnąłem się mając nadzieję, że drzwi otworzy moja była dziewczyna. Niestety we frontowym wejściu pojawiła się brązowowłosa kobieta, która gdy nas zobaczyła zdziwiła się.
-Cześć ciociu- powiedziała miłym głosem Franky.- Jest Alice?- zapytała, a ciocia sióstr Williams potwierdzająco kiwnęła głową.
-Alice!- krzyknęła i w tym samym momencie siostra czerwono włosej sięgnęła do torebki. Słyszałem, że ktoś zbliża się do wejścia. Chcąc w jakiś sposób się uspokoić zwinąłem ręce w pięści, wbijając sobie w skórę paznokcie. Ciocia Franky i Alice bacznie nam się przyglądała. Gdy w progu pojawiła się Al ja zamarłem. Nadal wyglądała tak ślicznie. Ona zawsze tak będzie wyglądać. Nie zauważając mnie i swojej siostry zwróciła się do swojej cioci.
-Tak?
W tym samym momencie spojrzała na nas, a starsza Williams powiedziała:
-Cześć siostrzyczko. Przywieźliśmy twoje świadectwo.
W tym samym momencie wyciągnęła z torebki kartkę ładnie ozdobionego papieru i podała ją w stronę osłupiałej Alice.




Rozdział pojawił się wyjątkowo szybko, gdyż mamy weekend i mogłam specjalnie zarwać noc. Następny mam nadzieję, że pojawi się we wtorek lub w środę wieczorem. Ale oczywiście nic nie obiecuje, gdyż nie wiem jak to wszystko się ułoży. Zachęcam do komentowania :) I wciąż można zadawać pytania.